onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Tybetańska skrzynka pocztowa (91)

Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com
Odpowiedzi szukajcie poniżej.


Pani Beato,

Nie zwykłam pisać tego typu e-maili, ale mając w rękach Pani książkę z adresem @ czuję że mam do tego przyzwolenie.
Właściwie nie do końca mam sprecyzowane co chciałabym Pani przekazać w tych słowach, poza podziękowaniem za wsparcie.
Stało się tak, że przypadkowo trafiłam na Pani książkę W dżungli życia – o ile ta pozycja porusza zagadnienia, które w dominującej części już sobie uświadomiłam i nad którymi intensywnie pracuję, to kolejna książka W dżungli miłości dziwnym zbiegiem okoliczności natrafiła na mój życiowy tajfun. Moja historia jest tandetna i tak prosta, że aż powoduje u mnie zażenowanie. Po 2,5 roku małżeństwa (a prawie 13 latach związku) mój mąż stwierdził, że „już nic do mnie nie czuje” i chce zakończyć „zły etap w życiu” .. nie rozwodząc się nad determinantami takiego stanu rzeczy, z dnia na dzień wpadłam w mechanizmy emocjonalnego szantażu (głownie sama sobie go zapewniam), upadku ideałów, nadziei, pustki czyli kolażu uczuć ala telenowela. Wbrew pozorom nigdy nie byłam osobom podporządkowaną stereotypom, rozwijałam siebie i związek. Jakkolwiek nie brzmiałoby to dziwnie, społecznie postrzegana jestem jako osoba sukcesu (dr, własna firma, uznanie branżowe, pasje – film, podróże itd.), otacza mnie grupa ludzi które zabiegają o moją atencję, to mimo to czuje się jak samotnik, człowiek przegrany, mało wartościowy. Choć wiem, jakie mechanizmy kierują takim postrzeganiem, wiem gdzie są przyczyny to nie potrafię zwalczyć tego w sobie. W obecnej sytuacji, wszystkie te koszmarki, nabrały wymiarów potworów. Momenty przebłysku, racjonalizacji i opamiętania przychodzą w momencie lektury Pani książek. Pomimo, że nie przyjmuję wszystkich rad bezkrytycznie to i tak bardzo za nie DZIĘKUJĘ.

Pozdrawiam
Patrycja


Pani Patrycjo, tajfuny w życiu przychodzą po to, żeby sprawdzić naszą prawdziwą siłę. A po tajfunie powietrze jest zawsze krystalicznie czyste i na nowo zaczyna się wiosna i wszystko kwitnie. Trzeba tylko przetrwać ten początkowy huragan. Jeśli mąż powiedział, że nie chcę z Panią dłużej być, to niech mu Pani pozwoli odejść. Być może on dzisiaj nie jest gotowy do tego, żeby dzielić z panią coś dobrego i mądrego. Jeżeli chce odejść, to niech pani to przyjmie jak przeznaczenie. Łatwiej się z tym pogodzić. I żyć dalej. Przecież wierzy Pani w miłość, prawda? Jeśli mąż odchodzi z powodu braku miłości, to znaczy, że miłość przyjdzie z kimś, kto już pewnie na Panią czeka…
Witam,
Mam na imię Agnieszka i chcę Pani powiedzieć że słuchając Pani audycji " Świat według blondynki " nastawiam się pozytywnie i otwarcie do świata :) Pani głos sprawia ,że się uspokajam i wyobrażam sobie krainy o których Pani opowiada.
Zawsze nie mogę się doczekać kiedy będzie niedziela 10 rano i będę mogła posłuchać Pani audycji. Może kiedyś uda mi się zgromadzić odpowiednią ilość funduszy i wybiorę się z Panią na jakąś niezapomnianą wycieczkę. Tymczasem pozostaje mi wyobrażnia :P
Swoimi opowidaniami rozbudza Pani moją ciekawość poznania dalekich miejsc, chciałoby się podróżować i doznawać tego wszystkiego co Pani. Pani opowieśći są bardzo kuszące i zachęcające, wszystkie miejsca i niesamowite historie z nimi związane układają sie w uzupełniającą się całość.
Jest Pani jedną z osób z których biorę przykład. Pani wypowiedzi są bardzo mądre a przemyślenia w nich zawarte głębokie. Jest Pani osobą która wywiera na mnie pozytywny wpływ, potrafi Pani słowami sprawić że życie widzi się na różowo. Chciałabym mieć w przyszłości życie tak " bogate " w doświadczenia i wypowiedzi jak Pani. Pani się po prostu z przyjemnością słucha :) Sama jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia i podobnie jak Pani ( wiem to z Pani książek ) życie mnie doświadczyło, ale nie poddałam się. Zawsze jakoś się otrząsnęłam i szłam dalej. Nawet nie wiem skąd się we mnie bierze tyle siły do pozytywnego nastawienia do świata. Myślę że jest to coś co siedzi głęboko we mnie, jakaś siła która każe iść do przodu, a pomagają mi w tym Pani audycje i książki.
Poczułabym się wyjatkowo gdyby Pani coś do mnie napisała :) choć wiem że jest Pani bardzo zajęta.
Ostatnio weszłam na stronę oliwkowo i słuchałam sobie audycji o Peru. Zapamiętałam sobie 3 podstawowe prawdy życiowe: trzeba kochać , uczyć się i pracować a będzie się szczęśliwym - takich właśnie sentencji szukam w Pani audycjach i książkach.
Mam pytanie : jakimi prawdami kieruje się Pani w życiu że ma Pani tyle energii i optymizmu, ja po prostu lubię o tym czytać, to sprawia mi radość, a zarazem są to idealne wskazówki na życie.
Ja mam 26 lat, studiuję dziennie bo tak mi pozwoliło zdrowie a w przyszłośći chcę zostać nauczycielką angielskiego bo to mki sprawia radość. to tak kilka słów o sobie.
Pani życze dalszych sukcesów w odkrywaniu dalekich miejsc i krain. Niech Pani dalej będzie takim doskonałym przykładem dla ludzi jak powinni postrzegać życie. Życzę wszystkiego dobrego i niech słońce dalej świeci w Pani duszy.
Agnieszka
z Gliwic :)


Pani Agnieszko, moim zdaniem sekretem szczęścia jest wiara w dobro i miłość :) Niezależnie od wszystkiego co się dzieje, niezależnie od tego ile zła pokazują media, niezależnie od tego ile złych słów unosi się w powietrzu, zawsze powtarzam sobie, że trzeba myśleć pozytywnie i wierzyć w coś, co jest absolutnie niepodważalną prawdą. Dla mnie tą prawdą jest dobro i miłość. Miłość rozumiana jako życzliwość i dobra energia, którą chcę w sobie nosić i dzielić się nią z innymi.

Cieszę się, że spotykamy się w każdą niedzielę przez radio :) Życzę Pani spełnienia marzeń i serdecznie pozdrawiam

Pani Beato,
nie wiem, czy ten moj mail spotka sie z jakims odzewem, czy nie, ale
mila bedzie swiadomosc tego, ze przeczyta Pani te slowa...
Wczorajszej nocy, jak zwykle, jeszcze dlugo czytalam... mam taki system,
ze czytam kilka ksiazek jednoczesnie, akurat wzielam do reki W DZUNGLI
NIEPEWNOSCI; dobrnelam do str. 234 i do pytan o to, czy sie ma depresje,
czy nie... czytalam te strone kilka razy, czytalam i plakalam...
Szczerze piszac, o ile W DZUNGLI ZYCIA i W DZUNGLI MILOSCI przeczytalam
jednym tchem, o tyle tu zaczelam sie meczyc... byly momenty, kiedy
wypowiedzi Moniki strasznie mnie irytowaly, ale im dalej czytalam, tym
bardziej sobie uswiadamialam, ze w zasadzie ta Monika to ja!!!
Mam depresje, depresje dwubiegunowa, zdiagnozowana kilka lat temu a
bedaca jeszcze echem mojej anoreksji sprzed siedmu lat... Lecze sie
farmakologicznie, ale zrobilam blad - w marcu przestalam brac leki; a
teraz usiwadamiam sobie, ze marzec byl tym "lepszym" okresem depresji,
kiedy czlowiek moze w zasadzie wszystko... to bylo zludzenie; teraz
przezywam ten "gorszy" czas, ktory - przez to, ze zaprzestalam brania
lekow - przybral jeszcze straszniejsze oblicze... mam wrazenie, ze
siedzi we mnie cos, co mnie niszczy, co niszczy we mnie wszystko to, co
dobre - moje liczne pasje, marzenia, dobra energie, zabiera wszystkie
sily... nieraz nachodza mnie mysli, ze nie powinno mnie byc, ze powinnam
zniknac, albo przynajmniej byc przezroczysta...
w "tescie" na str. 234 na 22 zagadnienia dot. depresji 18 nalezy do
mnie!!!
To mi uswiadomilo, ze ta choroba caly czas we mnie tkwi i ma sie
swietnie; im jestem slabsza, bezsilna i bezradna wobec niej, tym ona -
depresja jest silniejsza; jest moim pasozytem; to mi uswiadomilo, ze
powinnam teraz zebrac sie w sobie, wrocic do leczenia farmakologicznego,
do znalezienia sobie terapii, do walki z choroba, ale jednoczesnie
nieustannie we mnie rezonuje gigantyczny lek, obawa, strach, ze nie
podolam, ze znow zawiode siebie, innych, ze zwyciezy choroba...
Przede mna wazny egzamin, egzamin magisterski - nie wiem, skad do niego
wezme sily i energie; boje sie go... przede mna rowniez szansa
powrocenia na moja ukochana, wymarzona Slowacje, w celach naukowych, ale
i tym razem ogarnia mnie strach, ze choroba mi to uniemozliwi... tkwie w
dzungli depresji i dzungli strachu jednoczesnie... nie wiem, czy uda mi
sie z nich wyjsc...
Pani Beato, nie wiem, co by teraz bylo, gdybym wczorajszej nocy nie
trafila na str. 234, gdybym zaczela czytac inna ksiazke... Dziekuje, za
ten "test", za opublikowanie str. depresantow i za poruszenie tematu AD;
byc moze sama niebawem bede AD... choc jest we mnie tak wiele niezgody
na te chorobe...
DZIEKUJE i najserdeczniej pozdrawiam, choc jest tak ciezko...
Gosia


Pani Gosiu, krok po kroku, spokojnie, pomału, ale do przodu :)

Choroba żywi się stresem, strachem, zmęczeniem, niewyspaniem i poczuciem pustki.

Trzeba się spróbować uwolnić od tego, co jest najłatwiejsze do osiągnięcia: na początek odpowiednio dużo spać, nie stresować się (czyli nauczyć się radzenia sobie ze stresem), zdrowo się odżywiać i prowadzić aktywny tryb życia – uprawiać jakiś sport. To na początek. Bo zadowolone, wypoczęte ciało bardzo sprzyja zdrowieniu duszy.

A chora dusza… Wymaga dobrego lekarza, czyli terapii, która pozwoli uwolnić się od demonów, jakkolwiek się one objawiają.

Niech pani nie mówi, że nie podoła.

Zdrowienie zaczyna się od wiary w to, że wszystko się uda, że będzie dobrze, szczęśliwie, bo tak właśnie prowadzi Panią Anioł Stróż. Niech mu Pani zaufa :)

Witam serdecznie ponownie Pani Beatko.


Jakiś czas temu pisałem do Pani, jako że miałem trudniejszy okres w zyciu, nie wiedziałem dokąd idę, i wtedy wiele rad mi pomogło. Teraz też mam taki okres, może nawet gorszy ale staram się z optymizmem patrzec w przyszłośc. Nie mniej jednak nie w tym rzecz. Jakiś czas temu rozstałem się z dziewczyną. Troche ciężkie bywają rozstania, a zasady zawarte w Dżungli miłości nie zawsze tak łatwo da się wcielić w życie. Postanowiłem szukać nowych znajomości, odnowić stare przyjaźnie... tylko że to wszystko jest takie sztuczne. Mam wrażenie że ludzie mnie otaczający są strasznie fałszywi. Jak to jest?
Po drugie... Pani Beatko, ja nie lubię dyskotek, nie lubię tańczyć, czy to źle? Mam inne upodobania pasje... jednak w mojej okolicy istnieje taki dość znany klub dyskotekowy gdzie, żeby nie przesadzić, cała masa ludzi w tym moich znajomych jeździ. A to co się tam wyrabia po prostu dla mnie nie jest formą rozrywki. Czy ja jestem dziwny?

A po trzecie, już z bardziej pozytywnych rzeczy. Pani wydaje dużo książek. Czy drogie jest wydanie książki? Bo rozumiem ze jest to pokrywane z własnej kieszeni. I na jakiej zasadzie się to odbywa.? Czy jest o zadanie trudne do realizacji? I czy daje to jakąś fajną satysfakcje idąca w parze z korzyściami finansowymi?
--
Pozdrawiam,
Paweł


Panie Pawle, sekret leży nie w ludziach, którzy Pana otaczają, tylko w Pańskiej duszy. Naprawdę. Wiem to, bo znam to z własnego doświadczenia. Piszę o tym dokładnie w nowej książce Pt. „W dzungli samotności”. Mówiąc najprościej – czasami człowiek nieświadomie koncentruje się na wychwytywaniu z otoczenia negatywnych sygnałów – i na ich podstawie interpretuje resztę świata. Ale popełnia błąd. Bo w gruncie rzeczy – niech Pan pomyśli – to przecież nie ma znaczenia, że inni ludzie są „fałszywi”. Oni też pewnie są zagubieni w swojej rzeczywistości, swoich marzeniach i odnalezieniu się tu i teraz.

Najwazniejsze jest to, żeby odnaleźć prawdę o sobie samym, zaprzyjaźnić się ze sobą i nauczyć się myśleć pozytywnie. Mieć zawsze w sobie dobrą energię i dobre myśli.
Wiem, że to nie jest łatwe, ale to jest sekret bycia szczęsliwym człowiekiem :)

Droga Pani Beatko

Mam 14 lat , nazywam sie Ewelina , i jestem totalnie pogubiona,pisałam już do Pani 2 listy , ale chyba nie dotarły lub nie zostały pezczytane , ponieważ nie dostałam odpowiedzi, jest Pani moim autorytetem i wiem jak to brzmi , jestem zagubiona w swoim małym świecie, mama zachorowałan na raka szyjki maciciy , zostałam sama z chora babcią
bardzo bym chiciala z Panią korespondowac choc wiem że mam na to małe szanse , ale che Pani opowiedziec moja mała i jakże bolesna historie , mam potrzebę sie pozwierzac zostałam samiutka na swiecie jedynie z swoja
pasja muzyka , gram na saksofonie i to jest jedeny ratunek ktory mnie trzyma ,,, nie rozpisuje sie i goraco czekam
na odpowiedz , obiecuje codziennie bede zaglądac na poczte.Bardzo goroca Pania pozdrawiam , jak najpiękniejszych
widoków , mam wielka nadzieje ze popiszemy choć wiem że jestem małolatą,Do kolejnego listu!


Ewelino, witaj, każdy człowiek niezależnie od tego czy ma 14 lat czy 40, może dokonać pewnego ważnego wyboru.

Ludzie najczęściej nie zdają sobie z tego sprawy i dlatego dają się ponosić fali złych myśli, żalu, rozczarowania i rozczulania się nad sobą.

Zawsze można spojrzeć na swoje życie z dwóch stron – albo się zastanawiać ile jest w nim smutku i złych zdarzeń; ALBO dostrzec to jest w nim dobre i kierować się dobrymi myślami, żeby tworzyć i przyciągać do siebie pozytywną energię.

Proponuję, żebyś spróbowała myśleć w ten drugi sposób. Wtedy wszystko staje się łatwiejsze. To pozwala budować swoją przyszłość i tworzyć szansę na szczęśliwe życie. Masz dopiero 14 lat, przed Tobą jeszcze wiele fantastycznych zdarzeń – myśl o tych dobrych rzeczach, a zobaczysz , że wszystko zaczyna wyglądać lepiej i radośniej :)

Dzień dobry

Właśnie kończę czytać ’W dżungli niepewności’ i wszystko się we mnie trzęsie. Mam podobne problemy co Monika, po latach męczarni i licznych próbach ‘zaczęcia od nowa’ przerosło mnie to i zapisałam się do psychologa, w czwartek mam pierwszą wizytę i bardzo się boję, jestem wręcz przerażona. Podobnie jak Monika, nie rozmawiam o tym z nikim, a teraz mam się otworzyć przed obcym człowiekiem, w dodatku mężczyzną. Wiem, że może mi pomóc...
Nie oczekuję, że Pani odpisze, ale tak bardzo chciałam podzielić się tym z kimś, kto tak dużo rozumie, a Pani jest dla mnie autorytetem.

Dziękuję i pozdrawiam


A wyobraź sobie, że idziesz do lekarza, bo masz złamaną nogę. Czy boisz się tego, że lekarz chce Ci pomóc?... Pewnie nie. Idąc do lekarza z chorą nogą masz pewnie nadzieję, że przepisze Ci taką kurację, żeby noga więcej nie bolała.,

Z duszą jest tak samo.

Psychoterapeuta nie dotknie Twojej duszy. Jego zadanie polega na tym, żeby pomóc Ci dotrzeć do Twoich własnych uczuć i emocji. Ta terapia zmierza do tego, żebyś wiedziała co naprawdę czujesz i dzięki temu była silniejsza wewnętrznie i wreszcie poskładała sobie w całości to, co wydaje się rozsypane i niepasujące.

To jest pierwszy krok w stronę szczęścia i radości, więc nie ma czego się bać :)

Witaj.
Już kiedyś pisałam... Tylko że teraz życie, a raczej najbliższe otoczenie nastawia mnie sceptycznie do świata, ludzi i marzeń. Nie mam się do kogo zwrócić, więc piszę do Ciebie. Może jestem naiwna, może jestem idealistką, ale będę się trzymać tego że marzenia się spełniają. Wystarczy w nie wierzyć. Częściowo znam już to z doświadczenia... kilka moich różnych zdjęc (pasja fotografia) widniało już we wszystkich leszczyńskich galeriach... dziś w Noc Muzeów dowidziałam się o jednej z nagród...

Dziś zostałam jednak troszkę przybita, a raczej nie wiem jak uciec, by nie uciekac. Podczas owej Nocy Muzeów byłam z mamą w obejrzec obrazy olejne, które naprawdę mi się spodobały z racji na tematykę, wrażliwość i to coś. Wykorzystując fakt iż artystka była w tym miejscu poprosiłam o podpisanie kartki z jednym z dzieł. Zaczęłyśmy rozmowę, właśnie o marzeniach... Do rozmowy włączyła się moja mama, więc ja słuchałam. Niestety wracając mama powiedziała że nie podobało jej się co mówiła pani artystka oraz się z tym nie zgadza. Uważam że jest to złe stanowisko... Może dlatego że to ja znam sekret wiary w marzenia i ich spełnienia... Piszę, bo nie wiem jak mam rozumiec sposób myślenia mamy i jak się przednim bronic. Ja nie chcę tak jak ona. Bez marzeń...

Pozdrawiam Cię Dobry Duchu
życzę uśmiechu, nadziei i wiary w marzenia
oraz oczywiście wspaniałych podróży.
Marianka.


Marianko, ale dlaczego właściwie określasz swój świat na podstawie tego, co myślą lub robią inni i od nich uzależniasz swoje szczęście? Jeśli nie chcesz żyć bez marzeń, to podejmij taką decyzję i trzymaj się jej - niezaleznie od tego co robi i myśli Twoja mama czy ktokolwiek inny. Zwróc uwagę na to, że więcej myślisz o tym jakie błędy w życiu czy w myśleniu popełniają inni ludzie niż o tym jak mogłabyś upiększyć swoje życie.

Koncentrujesz swoje myślenie na porównywaniu się z innymi ludźmi i ocenianiu tym co oni robią i myślą. To do donikąd nie prowadzi, tylko do rozczarowania i żalu.

Zmień swój sposób myślenia. Zacznij żyć pięknie. Nikt nie może Ci w tym przeszkodzić pod warunkiem, że przestaniesz ciągle zastanawiać się co w innych ludziach jest złe. Myśl raczej o tym co w Tobie jest piękne.

Takiemu sposobowi myślenia poświęciłam cały rodział w mojej nowej ksiażce "W dzungli samotności" - może sięgniesz do niej? Myślę, że znajdziesz tam coś dla siebie.

Witam pisze do pani kolejny raz z kolejnym pytaniem. Chcialabym sie dowiedziec wiecej o pani fotografiach w szczegolnosci chodzi mi o pani aparat. Gdyby pani mogla napisac mi jego pelna nazwe byłabym bardzo wdzieczna. Prosze o to gdyz chcialabym sparwic sobie taki apart, domyslam sie ze nie byl on tani , ale to nic nie szkodzi zaczne zbierca powoli na niego pieniadze. Ponadto pani fotografie z Tybetu sa fantastyczne. Pozdrawiam Natalka.


Natalko, od kilkunastu miesięcy używam aparatu Canon EOS 5d Mark II, ale chcę Ci powiedziec, że autorem zdjęć nie jest aparat, tylko człowiek, który trzyma go w rękach - mam na myśli to, że jakość zdjęć tylko do pewnego stopnia wynika z technicznej jakości sprzętu. Najwazniejszy w fotografowaniu jest pomysł i umiejętnośc spojrzenia na coś w nietypowy sposób. Jesli więc chcesz robic dobre zdjęcia, to wystarczy nieprofesjonalny aparat fotograficzny, np. Caon EOS 450d albo 500d. To dobre aparaty, a i tak najwazniejsze jest oko fotografa :)

Witam Ciebie Beato!
Dziś jak co tydzień wróciłem do domu z miasta, gdzie pracuję. Nie wiem jak długo bo jest ciężko. Plany nie do wykonania, a umowa na siedem miesięcy więc pewnie zaraz trzeba będzie szukać następnej pracy, choć praca daje mi się w kość wracam na stancję i sięgam po Twoją książkę. Właśnie przeczytałem Blondynka śpiewa w Ukajali.
Wspaniałe są Twoje książki. Dzięki nim marze i przenoszę się w miejsca które nie wiem czy dane mi będzie zobaczyć.
Nie wiem jak potoczy się moje życie. Staram się uczciwie pracować i choć przyszły do mnie trudne dni w życiu osobistymi zawodowym to myślę tylko o odkładaniu paru złotych by znowu gdzieś wyjechać.
Dziękuje Ci że jesteś.
Wszystkim polecam Twoje książki, zarażam ich opowiadając
jak świetnie piszesz. Jestem Ci to winny i jeszcze raz dziękuje. Może los da że się spotkamy na premierze książki.

Piotr


Piotr, wiem, że czasem jest ciężko. Nie wiem czy widziałeś w kinie film „Człowiek który gapił się na kozy”? To jest dośc zakręcona historia, ale pada w niej m.in. zdanie, które uważam za bardzo celne, prawdziwe i mądre. Jeden z bohaterów tłumaczy koledze jak to jest z zyciem i z przeznaczeniem i tym, po co człowiek w ogóle pojawił się na świecie i jak ma sobie poradzić z tym wszystkim. I mówi do niego, że człowiek jest jak statek, a przeznaczenie to rzeka. Jeśli tylko znajdzie swoja rzekę – czyli swoje przeznaczenie – ono go ze sobą porwie i poprowadzi. I wtedy nic nie będzie się wydawało zbyt trudne.

Być może praca, jaką masz, nie jest ostatnią, która jest Ci przeznaczona. Tak samo jest w życiu prywatnym. Pozwól, żeby znalazła Cie rzeka, która zaprowadzi Cię do celu. Nie zapieraj się jak uparta koza :) Zaufaj przeznaczeniu i żyj zgodnie ze swoim sumieniem. Jestem pewna, że znajdziesz swoja rzekę. I tego Ci gorąco życzę :)

Dzień Dobry Pani Beato :)

Tak w skrócie powiem że kiedyś byłam małą słodką kobitką którą zawsze rozkręcała imprezy miałam mnóstwo pomysłów dusza towarzystwa uśmiech od ucha do ucha burza loków na głowie uwielbiałam słodycze i wcale się nie przejmowałam ze ważę za dużo, nie w głowie mi były diety akceptowałam się w 100%. miałam wspaniałych przyjaciół i cudowne życie.

A teraz mam 22 lata i powinnam być uśmiechniętą pełną życia spontaniczną dziewczyna dla której świat stoi otworem....ale niestety od czterech lat moje życie to jest jakiś nie kończący sie koszmar.....
wydawało by sie ze dla każdego nastolatka skończenie osiemnastego roku życia jest czymś wyjątkowym pewnie i jest .... ale nie dla mnie.....
kiedy ja miałam 18 lat dowiedziałam sie że jestem chora na nowotwór. Świat mi sie totalnie zawalił wszystkie moje plany i marzenia runęły ( a było ich sporo;-)..Zostawił mnie mój chłopak którego myślałam ze kocham i ze to właśnie ten jedyny -myliłam sie - mnóstwo przyjaciół, znajomych mnie opuściło bo cały mój świat przysłoniła choroba. Dostałam chemie okropnie ja znosiłam na szczęście miałam cudowna rodzinę!!! Przy nich nawet patrzenie w lustro na łysa głowę noszenie peruki codzienne litry wymiotów ból i złe samopoczucie nie było aż takie straszne.
A ja któregoś dnia zaakceptowałam to co mnie spotkało pogodziłam się tym i stawiłam , stawiliśmy temu czoła:)). Moim marzeniem było wyzdrowieć i w końcu pójść do szkoły zrobić maturę i zacząć studia na swoim ukochanym kierunku architektura wnętrz.... a potem obiecałam sobie ze uzbieram dużooo pieniędzy i pojadę na wycieczkę marzeń....

No i Przyszedł ten dzień dostałam wypis ze szpitala.... nastąpiła remisja! Pomyślałam jesteś zdrowa cały świat należy do Ciebie, wygrałaś z rakiem to dasz rade sobie teraz ze wszystkim bo nic gorszego nic Cię spotkać już nie może.... i ty razem sie myliłam
minęło trochę czasu zrobiłam maturę poszłam do pracy poznałam nowych znajomych podobało mi sie jak żyje byłam z siebie dumna z tego co przeszłam jakie wyciągnęłam wnioski i z tego co aktualnie robię .Zaczęłam nadrabiać stracone dwa lata
Niestety zła passa mnie nie opuściła.... zawiodłam sie po raz kolejny na mężczyźnie’’ swojego życia ’’ zdradził mnie.... nie potrafiłam tego wybaczyć i od tamtej pory coś we mnie pękło..... pomału zaczynałam być coraz bardziej samotna przestałam akceptować sama siebie wprowadziłam drakońską diete opierającą sie na jednym jabłku kawie i malutkich brokułach odstawiłam ukochane słodycze maślane rogaliki i wszsytko co uwielbiałam....

i tak dni mijały a ja żyłam tylko praca domem a szpitalem. nie miałam komu sie wypłakac bo nikt mnie nie rozumiał.Ale chyba wstydziłam sie o tym mówić.... Az znalazłam ukojenie... zamknełam sie w sobie i zaczełam sie ..... objadać a właścieiwe obrzerać ..... potem wymioty i przeczyszczanie..... jadłam niezliczone porcje kalorii. Myślałam ze to chywilowe ze to przejdzie. Za każdym razem sobie obiecałam dziś to był ostatni raz. Aktualnie walcze z bulimią 1,5 roku i jestem wykończona psychicznie. miałam moment kiedy przystopowałam ale wszsytko powróciło.

Totalnie sobie nie radze każego wieczora płaczę tęsknie i sie objadam. Wszystko stało sie dla mnie tak mało ważne takie bez sensu czuje sie nikomu nie potrzebna samotna nie lubie siebie. Czuje sie okaleczona za dużo mam w sobie smutku zalu i rozpaczy zeby zacząć noramalnie zyć. Mało sie usmiecham malo we mnie tej samej "małej zwarjowanej kobitki" która sobie obiecała odbierając wypis z hematologi ze z wszystkim da sobie rade bo nic gorszego ją już spotkać nie może......Przestałam wierzyć ze spotka mnie jeszcze szczęście....

Kupiłam Pani książkę " W Dżungli życia ’’ i wierzę ze mi pomoże spojrzeć na to wszystko z innej strony.
Chciałabym żeby ktoś mi wytłumaczył dlaczego tak musiało sie stać ??
Chcę pozbyc sie bulimii zyć tak jak dawniej.... ale tak już nigdy nie bedzie ......

Pozdrawiam Serdecznie
A.



Dziewczyno, jesteś silna, bo przeszłaś przez wiele. Ale być może ta Twoja siła nie pochodziła z Twojej duszy, tylko z przeświadczenia, że nie masz innego wyjścia. Teraz jest czas, żeby wyzdrowieć od środka. Rozumiesz co mam na myśli?

Bulimia to choroba wynikająca z samotności nie wywołanej brakiem ludzi, ale samotności z samym sobą. Zaczyna się niewinnie – od tego, że zapominasz o swoich uczuciach. Nikt cię nie pyta o to co czujesz i co naprawdę o czymś myślisz. Zaczynasz stopniowo przejmować sposób myślenia Twojego otoczenia i przestajesz całkowicie pytać swoją dusze o cokolwiek – o to kim jesteś, czego pragniesz, co jest dla ciebie ważne.

Masz teraz to co najważniejsze – masz życie i swoja przyszłość.

Gdybym miala Ci coś doradzić, to poradziłabym Ci rozpoczęcie terapii u dobrego psychoterapeuty. Zadaniem takiej terapii jest tylko to, żebys odzyskała kontakt ze swoja ‘prawdziwą „ja”. Wtedy przestaniesz się męczyć i dręczyć, bo znajdziesz w sobie potężnego sojusznika i przyjaciela.

Pisze też o tym w mojej najnowszej książce pt. „W dżungli samotności”. Ukaże się w najbliższy piątek, będę ja podpisywać podczas targów Książki w Warszawie, jest też na stronie www.latarnik.com.pl

Trzymam za Ciebie kciuki i przesyłam uściski

Dzień dobry Beato,

w którym momencie człowiek powinien uznać ,
ze jest pokonany przez własne wyobrazenia i demony i juz się nie podniesie ?
Ja mam 32 lata i czuje ,że przegrałam .Jestem sama . Pracuję ,ale brak mi tego kopa dla którego się wstaje z radością.
Tylko nie pisz proszę o pieknie przyrody .

Agnieszka


Nie piękno przyrody daje kopa, ale piękno we własnej duszy. Ono pozwala dostrzec wszystko inne.

Lubisz siebie? Kochasz siebie? Masz dla siebie nieskończoną, dobrą, czułą przyjaźń?

Nic nie przegrałaś, Agnieszko. Po prostu jeszcze nie zdążyłaś wygrać. Wygrać samej siebie. I dla samej siebie.

Od tego wszystko się zaczyna. I wtedy nigdy się też nie kończy.

Powrót