|
|
Laotańska skrzynka pocztowa (82)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Witam Panią, kiedyś do Pani już pisałam. Teraz mam pytanie bardzo ważne dla mnie samej Od kilku lat ciągnie mnie do Australii, bardzo, bardzo, bardzo chcę tam jechać. Do tej pory bałam się jednak o tym nawet pomyśleć ale jednak... Planuję podróż tam od lipca 2009 roku na trzy miesiące. Nic niestety nie wiem jeszcze ani o warunkach wyjazdu do Australii, ani o samym kraju. Czy Pani była już w Australii? Proszę napisać, co trzeba zrobić koniecznie w przypadku takiej podróży ( będzie to moja pierwszy duża wyprawa) Chodzi mi o wizę itd. Byłabym wdzięczna Jeżeli zna Pani jakieś strony internetowe związane z tym tematem, też prosiłabym o napisanie.
Z góry dziękuję
Słuchaczka "Blondynki..." i czytelniczka, Nezaris
Nezaris, sprawa jest prosta: wystarczy kupic dobry przewodnik po Australii - tam znajdziesz wszystkie informacje dotyczące pogody, transportu, hoteli itd. Są świetne przewodniki po angielsku, ale jest też dobry przewodnik po Australii po polsku. Jeśli chodzi o wizę i podstawowe informacje o kraju, radzę zajrzeć na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych pod adresem http://www.msz.gov.pl/Poradnik,Polak,za,granica,1806.html i tam zobacz "opisy krajów".
Trzymam kciuki i życzę udanej wyprawy :)
Witam! Bardzo zależy mi na wersji anglojęzycznej Pani książki :"W Dżungli miłości". Proszę mi powiedzieć, gdzie mogłabym taka książkę zamówić?
Renata
Pani Renato, książka nie została wydana po angielsku. Mam kilka przetłumaczonych rozdziałów - na stronie http://www.oliwkowo.pl/books,list,44.html Może chciałaby Pani zająć się wydaniem tej książki w Anglii? :) Serdecznie pozdrawiam
Witam pani Beato!
Niedawno wrocilam z Indii, gdzie spedzilam Bozenarodzenie. Chcialam sie z pania podzielic moimi przezyciami.
Ciagle jeszcze sie przyzwyczajam do rutyny dnia codziennego po powrocie. Moja podroz okazala sie naprawde wspaniala. Przedewszystkim zaskoczyla mnie goscinnosc i bardzo cieple przyjecie w wiosce. Wioska nazywa sie Chaparda niedaleko miasta Junagadh.Na miejscu okazalo sie ze wioska jest samowystarczalna i zostala specjalnie wybudowana. Jest dosc duzym kompleksem, w ktorym znajduje sie szkola, college, cztery internaty, kwatery dla nauczycieli, wspolna kuchnia i stolowka, pralnia, piekarnia, fryzjer oraz sklep. Jest takze farma oraz dom spokojnej starosci.Oczywiscie takze jest boisko szkolne i plac zabaw. Wszystko utrzymane w nienagannym porzadku i dzialajace bez szwanku. Mieszkalam w internacie z setka dziewczynek. W wiosce bylo 100 dziewczynek i 1100 chlopcow, okolo 50 niewidowych dzieci oraz trzech chlopcow na wozkach inwalidzkich. Przed poludniem uczylam dzieci angielskiego w szkole. Mialam swoja klase, najmlodsze dzieci. Klasa bardzo mieszana wiekowo, 3 - 9. Uczylam takze starsze dzieci angielskiego a popoludniu spedzalam czas z dziewczynkami w internacie czytajac im ksiazki i pomagajac przy odrabianiu zadan. W wiosce jak juz wczesniej wiedzialam swieta nie byly obchodzone. Nie obchodzono takze weekendow. Dniem wolnym od pracy byl tylko poniedzialek. Swieta i dzien nowego roku spedzilam wiec w pracy. Mialam 3 dni wolnego, ktore poswiecilam na zwiedzanie. Pojechalam do pobliskiego miasteczka - godzina jazdy autobusem, bylam w Parku Narodowym, gdzie trzymaja lwy oraz nad morzem Arabskim. Udalo mi sie takze wejsc na gore Girna na ktorej miesci sie mini Temple i jest to najwyzszy swiety szczyt w Indiach. Zeby sie tam wspiac trzeba pokonac 10.000 schodow w jedna strone. Zajelo mi to caly dzien a nogi bolaly przez dwa nastepne. Pobyt w Indiach uswiadomil mi jaka jestem szczesliwa ze urodzilam sie w europie, mam prace, ktora lubie i calkiem wygodne zycie. Wlasciwie nie mam na co narzekac. Dzieci w szkole byly cudowne i ciekawe wszystkiego czego chcialam je nauczyc. Udalo sie, nauczylam je dni tygodnia, kolorow , nazw zwierzat i owocow oraz liczyc do dziesieciu. Przezylam najwspanialsze swieta w swoim zyciu choc momentami zupelnie zapomnialam ze to byly swieta. Serdecznie pania pozdrawiam i zycze wszystkiego najlepszego w nowym roku. Iwona
Pani Iwono, juz dawno odjryłam, że najlepszą lekcją szacunku dla własnego kraju jest daleka podróż :) Podczas takiej podróży człowiek nagle odkrywa jak bardzo dużo w Polsce ma i że życie w naszym kraju jest bardzo wygodne i łatwe. Myślę, że gdyby to było możliwe, to dobrze byłoby wysyłać wszystkich młodych ludzi po zakończeniu szkoły w taką podróż do Indii, Afryki albo Ameryki Poludniowej. Właściwie w czasach internetu równie dobrze mogłaby to być podróż wirtualna :)
Witam!
Jestem czerwcową Beatą ;) i pół roku temu, na swoje 21 urodziny, dostałam Pani książkę "W dżungli życia". Łyknęłam ją na raz i ucieszyłam się bardzo gdy usłyszałam o kontynuacji. Jestem właśnie po lekturze "W dżungli miłości" i za teorie o "wojownikach i leniwcach" chciałam przyznać Pani Nagrodę Nobla (gdyż nagrody bardziej prestiżowej jeszcze nie wymyślono :P) Gdy miałam lat naście życie zmusiło mnie do bycia wojownikiem. Oczywiście cały czas nie posiadam wszystkich cech wojownika, ale będę nieustannie dążyć do ich zdobycia. Odczułam na własnej skórze, że wysiłek zwieńczony osiągnięciem celu lub smutne (czy wręcz tragiczne) wydarzenia w życiu wyzwalają w człowieku niezwykłą, pozytywną moc. Pozwalają dojrzeć i zaczerpnąć ze źródełka życiowej mądrości. Dlatego właśnie, zgadzam się w 200% z tym, o czym pisała Pani „W dżungli miłości" i dziękuję za tę książkę.
"Ludzie bowiem to anioły bez skrzydeł, i to jest właśnie takie piękne, urodzić się bez skrzydeł i wyhodować je sobie." - José Saramago
P.S. Mam jeszcze pytane z innej beczki. Czy wie Pani cos o rakotwórczych właściwościach yerba mate? Znalazłam w Internecie artykuł który mnie bardzo zaniepokoił.
Abrazos! Beata :)
Nagrodę przyjmuję i dziękuję, chociaż największa nagrodą jest dla mnie to, że napisałam pożyteczną książkę :)
Cytat z Jose Saramago trafia w samo sedno. Znam wielu ludzi, którzy przez całe życie martwią się tym, że „rodzice podcięli im skrzydła” – i marnują mnóstwo energii na opowiadanie o tym, że mieli „chłodną emocjonalnie matkę” i „zbyt wymagającego ojca”. W gruncie rzeczy mówią to po to, żeby usprawiedliwić własne lenistwo w pracy nad sobą.
Nie znam żadnego człowieka, który dostałby od rodziców dokładnie to, czego potrzebował. Może dlatego, że każdy ma inne potrzeby. A może po prostu dlatego, że to co się dostaje, wydaje się mieć mniejsza wartość niż to, co człowiek są, sobie zbuduje.
Słyszałam o tych niby rakotwórczych właściwościach yerba mate, ale nie znalazłam potwierdzenia tych informacji. Z mojej wiedzy wynika, że jest wprost przeciwnie – czyli że yerba mate ma działanie chroniące przed nowotworami. Została przebadana gruntownie przez kilka poważnych instytutów naukowych i nie doszukano się w niej żadnych właściwości, które mogłyby negatywnie wpływać na ludzki organizm. Serdecznie pozdrawiam :)
Dzień dobry Pani Beato!
Przyznaję, że nie czytałem Pani książek, choć może się skuszę. Znam Panią jedynie z publikowanych wywiadów, z Radia Zet i ze strony, z której biorę ten adres mailowy. Nie wiem, czy różne skrzynki pocztowe (laotańska, tybetańska, ... itp.) sa związane z jakimś wyborem tematów. Jeśli Pani odpisze to gdzie mam szukać odpowiedzi?
Wyobrażam sobie to tak, że dostaje Pani tak dużo maili, że może odpisywać tylko na niektóre z nich i nie zakładam, że mój będzie się w tej grupie mieścił. Ale byłbym szczęśliwy gdyby tak było. Ogromnie lubię Pani słuchać, podoba mi się Pani głos i sposób mówienia. To ciekawe wszystko i miłe. Dużo pochwał się Pani należy w ogóle.
Ale chciałbym się skupić na tym, że to, co Pani pisze jest przede wszystkim Ważne. Ważne dla wielu ludzi, jak już Pani z pewnością widzi na podstawie ich reakcji. Należę do nich. Drugi raz w życiu piszę do jakiejś znanej osoby. Poprzedni raz to była K.Groniec i chciałem jej tylko napisać coś miłego. W tym przypadku chodzi o coś więcej niż o komplementy.
Mam 38 lat i spędziłem je podejmując zasadnicze decyzje życiowe ze względu na domniemane lub wyrażnone wprost oczekiwania innych. Tego, co "moje" broniłem w jakiejś szczątkowej formie poprzez alienacje, nałogi, ukrywanie się i samotność. Także poprzez manipulowanie innymi - nie wyrażałem moich pragnień i oczekiwań wprost, tylko starałem się tak "zakręcić" ludźmi, żeby robili to, czego ja chcę. Mnie to nie pomagało, a innym szkodziło.
Mam tego życia dość, aż do suchych wymiotów. I chcę je zmienić. Nie będę się wdawał w szczegóły, ale to może oznaczać, że w ciągu najbliższych 2 lat znajdę się bez mieszkania i środków do życia. Również bez zawodu, chyba że za zawód uznać nikomu niepotrzebny mierny doktorat nauk humanistycznych, pożal się Boże. Synonim niepraktyczności.
Oczywiście sam podejmę decyzję. Piszę do Pani tylko w jedym celu. Widzi Pani, jestem 100% leniwcem, wg Pani terminologii. Najbardziej leniwcowatym leniwcem jakiego nosi ta półkula. Dlatego interesuje mnie ogromnie ta koncepcja siły woli jako mięśnia do wyćwiczenia. To dla mnie kluczowa sprawa. W stanie bezwolności, do którego się doprowadziłem, idea rzucenia się w życie z głową naprzód jest aż śmieszna. Ale jeśli ten abuliczny stan nie jest Karmą, nieodwołalnym wyrokiem tylko czymś, na co samemu można się rzucić z głową i pięściami, to chcę to zrobić.
Lubię Pani słuchać właściwie głównie ze względu na to, że w takich właśnie sprawach daje Pani nadzieję. I czuć w tym praktyka. Pewnie pisze gdzieś Pani więcej o tym ćwiczeniu woli. Gdzie?
Wydaje mi się, że nie ćwiczyłem siły woli, bo do czego ona się może przydać, gdy człowiek nie wie kim jest? Do spełniania nie-moich oczekiwań?
Pozdrawiam i przepraszam za fatalną interpunkcję. W odróżnieniu od Pani ja nie znosiłem w szkole polskiego, a w liceum skończyłem mat-fiz.
Parvus
Gdyby był Pan „najbardziej leniwcowatym leniwcem świata”, to nie napisałby Pan takiego listu, w którym kipi od potrzeby zmian i odwagi, żeby ich dokonać. Z drugiej strony być może jest to odwaga nieco desperacka, bo pewnie chciałby Pan wszystko zmienić od razu, wyczyścić do cna miejsce, w którym Pan stoi na ziemi, żeby móc uczciwie zacząć od zera.
Myślę, że nie trzeba wszystkiego burzyć. Lepiej chyba zmieniać drobne rzeczy konsekwentnie i po kolei, bo każda z takich drobnych rzeczy zmienionych w sobie daje ogromna perspektywę dalszego działania.
O sile woli jako mięśniu, który można wytrenować w wewnętrznej siłowni dokładnie piszę w książce „W dżungli miłości”, która ukazała się trzy miesiące temu. Piszę w niej też o poczuciu własnej wartości, o uzależnieniach i manipulowaniu innymi ludźmi, o tym jak być silnym.
Zmienianie siebie i swojego świata jest fantastyczne, pod warunkiem, że robi się to w zgodzie z sobą, słuchając swojej duszy i lubiąc siebie. Nie można tego robić za karę. I moim zdaniem nie trzeba najpierw zniszczyć dotychczasowego życia, żeby móc rozpocząć nowe.
I trzeba sobie zadać na początku zasadnicze pytanie: czego ja tak naprawdę najbardziej chcę?
Jeśli chodzi o skrzynki mailowe, to ich tytuły nie mają nic wspólnego z zawartością, nazywam je krajami, żeby jakoś je odróżniać. Odpowiedzi zawsze wysyłam bezpośrednio do nadawcy, a potem jednocześnie zamieszczam w skrzynce pocztowej.
Życzę Panu z całego serca zrealizowania każdego planu, jaki Pan sobie przygotuje i serdecznie pozdrawiam :)
Witam Pani Beato Jakiś czasu wpadła mi do ręki kolejna fantastyczna Pani książka jak tylko usłyszałam w telewizji, że jest już w sprzedaży czym prędzej pobiegłam do empiku zakupić, " W dżungli miłości" rewelacyjna po "W dżungli życia", którą się zachwyciłam a teraz czyta moja 14 letnia córka uważam, że mało jest tak dobrych poradników o życiu. To, że miała Pani wiele doświadczeń sprawia, że czytając, wierzy się,że można wszystko. No i tak było w moim przypadku, niestety moja wiara jest bardzo słaba, a niska samoocena powoduje, że szybko się poddaje. Mam 34 lata marzy mi się praca dziennikarki, niestety nie mam możliwości wrócić narazie na studia, gdyż nie mam pracy, moje dośw zawodowe jest średnie więc, żadne firmy nie dają mi nawet szans na rozmowę , a jeśli już coś takiego się zdarzy to w ostateczności wybierają kogoś lepszego.Najpierw mówią, że są zainteresowani, że jestem fajna, komunikatywna, a w ostateczności jednak biorą kogoś innego. Czy tylko po znajomości można mieć pracę? Tak się czasem zastanawiam Pani Beato, że jestem starą , beznadziejną kobietą, której życie nie zaoferuje już nic dobrego. Moja córka ma szkołę, i inne zajęcia mój mąż ma pracę, a ja snuje się i marudzę, nie wiem co mam zrobić. Zapisałam się na kurs angielskiego, i chciałam iść nawet już do sklepu, żeby pomóc finansowo mojemu mężowi, żeby móc wrócić na studia, ale kurs zaczyna się po południu, jest to tani kurs bo załatwiony przez moja parafię, dlatego skorzystałam i w takiej sytaucji nie mogę podjąć pracy w sklepie bo czasowo mi nie pasuje. Co do mojego pisania to kiedyś wysyłałam na konkursy i do kolorowych czasopisam, czasem odpisywali, że nie są zainteresowani podoba się ale nie chcą. No i tak to wyglada, czuję się źle. Mam jeszcze doświaczenia jako córka alkoholika, także mój ojciec skutecznie wpoił mi do głowy, że jestem beznadziejna, i nic nie osiągnę. Może Pani pomoże mi stanąć do pionu, pokaże jakies światełko w tunelu. Ja tak dziwnie mam, że jak mam chandre to nic mi się nie chce ani pisać, ani szukać pracy czuję się tak jaby obcieli mi skrzydła. Kiedyś był konkurs na przygodę życia, a wygraną była wycieczka z Panią ja też wysłałam , niestety nic, ktos był lepszy jak zwykle. Tak sobie pomyślałam, czy mogłabym do Pani to wysłać, żeby Pani tak prywatnie oceniła czy jest ok czy takie sobie, i nad czym ewentualnie jeszcze popracować. Mam nadzieję, że Pani nie zamęczyłam, ale jest Pani niesamowitą osobą, która też miała wiele problemów, a jednak osiągnęłą Pani spokój wewnętrzny który i ja chciałabym osiągnąć. Życzę także kolejnych tak fantastycznych książek jak dotychczas. Pozdrawiam Joanna
Pani Joanno, ja nie miałam żadnych znajomości, słowo honoru. Więc z własnego doświadczenia wiem, że znajomości nie są potrzebne do niczego.
Myślę też, że mogłaby Pani zabrać się do sprawy z innej strony. Zamiast stać przed murem i bić w niego głową :) Może spróbować inaczej. Nie wiem jakiego rodzaju dziennikarką chciałby Pani być, ale dziennikarstwo zazwyczaj wiąże się z pisaniem - reportaży, artykułów, notatek... Doświadczenie można zdobyć nie tylko w czasopismach. Idealnym miejscem do tego jest internet - są portale dziennikarskie, ktore publikuje ciekawe teksty napisane przez amatorów. Ale najlepszych rozwiązaniem jest założenie swojego bloga, gdzie będzie Pani prowadziła własną gazetę - i tam może Pani publikować dokładnie takie teksty, fotografie, które najbardziej Pania pasjonują.
A kiedy zaczyna się realizować swoją pasję i robić to miejscu publicznym - a Internet jest właśnie takim miejscem - to nie tylko ma się ogromną radość, ale mogą się zdarzyć różne niespodziewane cuda :)
Trzymam kciuki i gorąco życzę powodzenia!
Dzien dobry, Nazywam sie Ola.Mam 11 lat i mieszkam blisko Warszawy. Jestem pół Amerykanka i pół Polką. FPRIVATE "TYPE=PICT;ALT=" Bardzo Panią podziwiam i kocham Pani książki!!! Mam 2,"W Dżungli Miłość" i i "W Dżungli Życia". Często w nocy patrze długo na zdjęcia z tych książek. Moje największe hobby to jazda konna, Indianie (głównie z Ameryki Północnej) ,czytanie,pisanie,podróżowanie i ogółem bycie albo ze zwierzętami albo na dworze. Mam jeszcze dużo,ale nie chce Pani nudzić. Pytanie:w ilu krajach Pani była? Ja w ośmiu. Z podróży kolecjonuje jak najwięcej rzeczy żeby w domu robic scrapbooki. Potem moge je pokazywać koleżankom! To jest bardzo fajne zajęcie. Co Pani lubi robić w wolnym czasie?Oprócz pisania,czytania i podróżowania?
Bardzo nie lubie szkoły. Moja kiedyś była fabryką i jest taka troche...no szczerze mówiąc brzydka.Z lekcjii tylko lubie: Historie Anglika Plastykę (i technikę)
Ale czasem Polak też może być fajny.Jakie lekcje Pani lubiła? (albo jeszcze lubi)Wiem że to troche śmieszne kiedy tak zmieńiam tematy,ale u ilu plemion indiańskich była Pani?Bo indianie to moja pasja!Mam płyte indiańskich piosenek i tańców.Lubie indian z północnej i południowej Ameryki.Ale więcej znam o tych z północnej.Wkurza mnię to kiedy słysze jak ich traktowali i traktują niektórych!
Też bardzo nie lubie tego kiedy sćinają lasy!!!Albo mordują zwierzęta w tych okropnych fabrykach albo dla zabawy! Myśle że NIKT tego nie lubi.
Wracając do indian,czy może Pani wymieńić kilka plemion indiańskich?Robie liste wszystkich plemion w obu Amerykach.Narazie mam 102!!! Jeżeli Pani chciałaby dowiedzieć sie coś o indianach z północnej Ameryki,prosze pytać! Muszę iśc.Niech Pani prosze odpiszę!!! Czytelniczka Pani książek,
Ola
Olu, ja też nie lubiłam szkoły, ale cieszę się, że jednak ją skończyłam, bo to jest jedna z takich rzeczy, które warto zrobić. Nie lubiłam przedmiotów ścisłych. Lubiłam polski i angielski. Reszta mogłaby dla mnie nie istnieć :)
Do listy swoich plemion możesz dopisać Indian, których poznałam osobiście: Cuna, Yanomami, Mayoruna, Marubo, Guajibo, Curripaco, Wai-Wai, Yagua, Bora.
Chętnie dowiem się czegoś nowego o Indianach z Ameryki Północnej - na przykład co jedli zazwyczaj na śniadanie?
Serdecznie Cie pozdrawiam :)
|