Zaskoczona słuchaczka dzwoni:
- Pani Beato, kupiłam tę peruwiańską kasze, którą pani tak zachwalała! Ugotowałam! I nagle w garnku zobaczyłam jakieś białe robaczki, czy to tak ma być??!!
Tak!!
Tak ma być. Ta słynna peruwiańska kasza nazywa się quinoa, po polsku: komosa ryżowa, chociaż nie ma nic wspólnego z ryżem. Najbliżej jest spokrewniona ze szpinakiem i burakami. I w gruncie rzeczy nie jest ani kaszą, ani ryżem, tylko rośliną, której ziarna Indianie w Andach zbierają od najdawniejszych czasów i podają do jedzenia do każdego posiłku.
Inkowie nazywali ją „matką wszystkich ziaren” i władca Inków osobiście szczerozłotą łyżką dokonywał pierwszego zasiewu.
Kaszę quinoa podawano wojownikom i biegaczom inkaskim, bo tylko dzięki niej mieli wystarczająco dużo siły do walki i dostarczania przesyłek.
W stanie surowym kasza quinoa wygląda jak małe białe kuleczki. Po ugotowaniu z kuleczek wystają ogonki. I tak ma być :)


Powyżej: ugotowana kasza z odrobina kiełków i świeżej kolendry.
Dodam jeszcze, to jest najpyszniejsza ze wszystkich kasz. I łatwo ją można kupić też w Polsce w sklepach ze zdrową żywnością. Gotuje się podobnie jak ryż, przez ok. 20 minut, ma delikatny, orzechowy smak.
Sałata z dodatkiem ugotowanej kaszy quinoa - tu znajdziesz przepis:

Kasza quinoa ugotowana z ziarnem słonecznika:

Zupa z kaszy quinoa:
