
Wychowałam się w mieście i uważałam, że jest to naturalne środowisko człowieka. Dom, szkoła, sklep, dyskoteka i biblioteka, chodnik i drzewa, które z niego wyrastają. Samochody, telewizja, lodówka, kurczaki w plastikowych torebkach, zupa w proszku i zimna butelka coli z bąbelkami. Łąka kojarzyła mi się z pijawkami, a las z grzybami, które się suszy i robi się z nich sos do kaszy gryczanej.
Nie dziwiło mnie to, że kwiaty rosną w klombach albo w doniczkach, a słonia można zobaczyć w zoo. W szkole wytłumaczono mi jak jest skonstruowany sejm i senat, więc rozumiałam co to jest polityka i czemu służy. W telewizji oglądałam różnych ważnych panów w garniturach. Mieli białe kołnierzyki i krawaty, otaczała ich grupa mniej znaczących osób, które otwierały drzwi, podsuwały mikrofony i krzesła. Jasno więc widziałam, że świat dzieli się na Ważnych i Nieważnych. Ważni mieli władzę i podejmowali decyzje o losie Nieważnych. Byli raczej nietykalni i nawet jeżeli robili coś jawnie głupiego, nie można ich było przenieść z grupy Ważnych do Nieważnych.
Było to fascynujące doświadczenie. Ważny Polityk zwoływał konferencję prasową. Spóźniał się godzinę, ale wszyscy czekali. Pod drzwiami pokazywano kłębiących się fotoreporterów i dziennikarzy. Potem Polityk wchodził na salę, wszyscy milkli i słuchali jego słów. Zadawano mu mnóstwo pytań. On odpowiadał, a następnego dnia fragmenty jego wypowiedzi zamieszczano na pierwszych stronach gazet. Cytowano go w radiu i telewizji.
Wyciągnęłam z tego prosty wniosek, że jeśli wszyscy tak czekają na to, co ma do powiedzenia, najwyraźniej jest to niesłychanie mądry człowiek, którego wiedza i wewnętrzna jasność rozświetla mroki codzienności dla innych ludzi. Jest dla nich zwierzchnikiem, dyrektorem, przewodnikiem, ponieważ jest mądrzejszy, lepszy, uczciwy i wiarygodny.
Było to logiczne. Wszyscy wokół podkreślali, że żyjemy w epoce demokracji, a więc ludzie sprawujący władzę zostali wybrani przez glosujących podczas wolnych wyborów. Jeżeli wygrał glosami większości, to znaczy, że jest najlepszy wśród najlepszych. Bo przecież tylko najlepsi zgłaszają się do rządzenia. Tacy, którzy mają wiedzę i doświadczenie, a także są w stanie dostrzec to, czego zwykli obywatele nie widzą.
Przez pewien czas żyłam w błogiej nieświadomości. Potem zapragnęłam wzrastać w ich mądrości i zaczęłam słuchać tego, co mówią. To był szok. Usłyszałam agresywne słowa pełne nienawiści. Najczęściej powtarzało się „musimy” i „nie wolno”. Nagle dostrzegłam grupy skupiające różnych polityków. Przypominały stada psów różnych gatunków. Kiedy jeden zaczynał szczekać, natychmiast szczekaniem i warczeniem odpowiadały mu inne. W zgiełku nie było słychać konkretnych słów, ale zdaje się, że właśnie o to chodziło. Ważne było to kto głośniej szczeka, a nie to co chce tym szczekaniem wyrazić.
Zauważyłam też, że dziennikarze i fotoreporterzy zgromadzeni pod urzędami polityków lubią ten hałas. Odniosłam nawet dziwne wrażenie, że jest im on potrzebny, tak jak grubasowi jest potrzebny kolejny hamburger z frytkami. Przychodzili na konferencje prasowe i posiedzenia partii, żeby ze zgiełku i wzajemnego obszczekiwania wyszarpnąć jakiś ochłap, nad którym będą mogli spędzić czas. Rzucali te ochłapy na pierwsze strony gazet, do dzienników telewizyjnych i dyskutowali nad tym kto co powiedział i jak zareagowała na to przeciwna partia. Była to niekończąca się rozgrywka diabelskich szachów. Kiedy jeden ze szczekających piesków zrobił jakiś ruch na planszy, dziennikarze podłączali go do mikrofonów i rzucali na niego światła, co wywoływało wściekłe ujadanie innych psów na szachownicy. I znów było o czym pisać i donosić w wiadomościach.
Dziennikarze twierdzili, że w ten sposób kontrolują polityków, ale odniosłam wrażenie, że wszyscy grają w tej samej drużynie. Politycy dostarczają mięso, a dziennikarze publikują to mięso w swoich mediach, dzięki czemu mają pracę i zajęcie. Gdyby było inaczej, puste szczekanie dawno straciłoby sens, bo nikt by się nim po prostu nie zajmował.
Pomyślałam wtedy, że prawdopodobnie jest w tym jakaś mądrość, której ja nie rozumiem. Postanowiłam więc nie zajmować się polityką.
Fragment ksiązki "Teoria Bezwględności", wyd. G+J styczeń 2012
