onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
W dżungli miasta - fragment książki

Książka

Po raz pierwszy poczułam to podczas kolejnej wyprawy do puszczy amazońskiej. Od kilku dni płynęłam po rzece. Plusk wioseł, nieruchome, zielone ściany dżungli i zaskakująco ogromna cisza. Była zupełnie inna od miejskiej ciszy. Takiej, w której słyszy się własne kroki na chodniku. Nawet w środku nocy w zupełnie pustym mieście cisza jest dziwnie stłumiona, jak gdyby została ściśnięta i wpasowana między mury domów. To jest cisza dziwnie ograniczona, duszna i pozbawiona swobody. Jej zniewolenie polega na tym, że w każdej chwili może zostać rozerwana krzykiem, hałasem, strzałem, klaksonem.

Cisza w dżungli jest zupełnie inna. Jest otwarta, swobodna i niczym nie ograniczona. Jest tak wielka, że mieszczą się w niej rozmaite drobne dźwięki, które nie zakłócają jej, ale wprost przeciwnie – wypełniają ją i nadają jej dodatkowy wymiar i sens.

W tej amazońskiej ciszy słychać skomlenie tukanów i krzyk papugi, przeciągłe trzaskotanie cykad, gwizd ptaka, plusk wody, chrząkanie amazońskich wydr i trzepotanie skrzydeł motyla. To jest cisza, której człowiek bez namysłu może się poddać, chłonąć ją całym sobą, stopić się z nią w jedność, obudzić i zasnąć na nowo. Dzieje się tak dlatego, że jest to cisza spokojna i bezpieczna. Nawet jeśli w dżungli polowanie właśnie rozpoczyna jaguar, nawet jeśli pająki ptaszniki stroszą sztywne włosy, a jadowity wąż zwiesza się ukradkiem z gałęzi, to zwierzęta podlegają tym samym prawom natury, co rzeka, pogoda i wiatr. Nie są obce. Nie są martwym przedmiotem wyprodukowanym w fabryce przez tłoczenie, ściskanie, zamrażanie i przypalanie. Nie zawierają w sobie żadnej syntetycznie wyprodukowanej substancji, żadnego naukowo skonstruowanego łańcucha pierwiastków, żadnego fałszu, podróbki czy sztucznie stworzonego elementu.

Cisza w dżungli składa się wyłącznie z głosów natury i mimo że bywa bardzo głośna, jest ciszą doskonałą. Taką, w której ukojenia zaznają wszystkie zmysły i każda najmniejsza komórka ciała.

Pewnego dnia płynęłam więc indiańskim czółnem po amazońskiej rzece i nagle uświadomiłam sobie, że kocham. Kocham wszystko, co mnie otacza, od przeciekającej łódki aż po bzyczące komary, dobierające się do mojej krwi. Nagle uświadomiłam sobie, że dotychczas nosiłam wewnątrz wieczny niepokój i gotowość na odparcie ataku. Miejska cisza nie przynosiła spokoju. W każdej chwili mogła pęknąć i skoczyć do gardła, razem z napastnikiem uzbrojonym w nóż albo rozbitą butelkę. W porównaniu z takimi miejskimi drapieżnikami, amazoński jaguar wydaje się mniej groźny i bardziej przewidywalny.

W mieście nie można trwale i prawdziwie odpocząć, bo człowiek jest zawsze zniewolony własnym lękiem. Niebezpieczeństwa czyhają z każdej możliwej strony i nie ma im końca. Po prostu nigdy. Strach jest tak stale obecnym elementem, że człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie, że można żyć inaczej.

W mieście strach unosi się w powietrzu i zaraża wszystkich, którzy nim oddychają. Strach przed burzą i tym, że deszcz zamoczy sufit, a wichura zerwie dach. Strach przed tym, co ktoś powiedział. Strach, że to co mówię, zostanie źle zrozumiane. Strach, że ktoś powie o mnie coś, co nie jest prawdą, a ludzie w to uwierzą. Strach przed urzędem podatkowym. Strach przed dyrektorem. Strach przed utratą pracy. Strach przed porażką. Strach przed oszustwem. Strach przed zjedzeniem czegoś trującego. Strach przed napadem. Strach przed kradzieżą. Strach przed egzaminem. Strach, że nie dam sobie rady. Strach, że mnie wyśmieją. Strach, że nie jestem wystarczająco dobra. Strach, że przejedzie mnie pijany kierowca. Strach, że nie zauważę nadjeżdżającego samochodu. Strach, że spadnę ze schodów. Strach, że zgubię pieniądze i dokumenty. Strach, że zapomnę o czymś ważnym. Strach, że ktoś mnie nie lubi. Strach, że będzie kryzys. Strach, że wzrośnie kurs dolara. Strach, że spadnie kurs dolara. Strach, że nie zdążę. Strach, że stracę. Strach, że przegram. Strach, że ludzie pomyślą, że jestem przegrany. Strach, że ktoś mnie zdradzi. Strach, że zostanę wykorzystany. Strach, że uwierzę w coś, co jest kłamstwem. Strach, że…

To jest strach przenikający każdą myśl i emocję. Odruchowy, wpojony od urodzenia i od pokoleń. Prawie każdy człowiek naszej współczesnej cywilizacji nosi go w sobie. A świat codziennie przynosi kolejne potwierdzenia, że ten strach jest uzasadniony. Wystarczy otworzyć gazetę z nagłówkami krzyczącymi o przemocy, kłamstwie, fałszywych oskarżeniach, hipokryzji, wybuchu i wielu innych gwałtownych zdarzeniach.

Miasto jest pełne zagrożeń, trzeba się więc przed nim bronić i oddzielić od zła, które go wypełnia. To zło pochodzi zarówno od instytucji, urzędów, polityków, ekonomistów, jak i zwykłych kieszonkowców, rabusiów, nieuczciwych sprzedawców czy pijanych kierowców. Naturalnie w mieście istnieje też wiele dobra i miło jest się z nim czasem zetknąć. Zło jest jednak realnym zagrożeniem, na które trzeba się odpowiednio uzbroić.
Najbliższe otoczenia człowieka w naszej zachodniej cywilizacji nie daje mu poczucia bezpieczeństwa. Zmusza go do walki, do obrony swoich interesów, poglądów, pozycji, swojego dobytku, oszczędności, a czasem nawet życia. Atakuje tysiącem różnych bodźców – hałasem silników, brakiem miejsca, wiertarkami, koparkami, mrugającymi szyldami, hasłem z telewizji, reklamą najtańszego sklepu albo najnowszej torebki słynnego projektanta i setkami innych odgłosów, które wypełniają go od świtu do nocy.

Nie jest to miejsce, z którym można stopić się w jedność albo zaczerpnąć z niego siły. Człowiek w mieście jest jak pinezka wciśnięta w asfalt przez but olbrzyma. Ma dostęp do świeżego powietrza, ale musi walczyć o przetrwanie. Miejska dżungla jest sto razy bardziej zabójcza niż dżungla amazońska.

Fragment książki "Teoria bezwględności", wyd. G+J styczeń 2012

Książka

Powrót