6b7
Czwartek, 17 kwietnia 2003 r.
Pamiętam, w jednym z miasteczek nad Amazonką, chyba gdzieś w pobliżu Rio Trombeta, dla Indian przyjeżdżających do miasta z wizytą zbudowano Casa de Apoyo - coś w rodzaju hotelu. Na ziemi rozlano wysoki na pół metra beton w kształcie dwóch wielokątów, a na nich zbudowano dwa domy z betonu.
Patrząc na ziemię dookoła i na beton i pamiętając jak wygląda puszcza, z której tu przyszli Indianie i z której ja właśnie też się wynurzyłam - nagle coś zrozumiałam.
Wyobra sobie, że masz w domu podłogę zrobioną z sękatych i spróchniałych desek. Czym prędzej chciałbyś je zamienić na parkiet z gładkich klepek, żeby przestać się potykać i wpadać w dziury. Prawda?
Tak samo Indianie. Chodzenie po dżungli to zadanie wymagające nieustannej czujności - żeby nie wdepnąć na kolce, parzące rośliny, skorpiony, jadowite mrówki, węże, pająki czy choćby ostro zakończone drzazgi albo kawałki gałęzi.
Kto by nie wolał zamienić takiego zdradliwego podłoża na gładki beton, na którym nic nie wyrośnie, nic się nie zaczai i nie zarwie się niespodziewanie pod stopami?
Beton wylewany wprost na ziemię to najdoskonalszy parkiet, na jaki mogą sobie pozwolić ludzie z dżungli. Szary, gładki, błyszczący, nieprzemakalny, niejadalny dla pasożytów, łatwy do sprzątania i nie niszczejacy od słońca ani od wody, ani od noża. Wieczny. Niezmienny. Twardy jak skała. Dajacy poczucie bezpieczeństwa i zawsze taki sam. Jedna z niewielu rzeczy, której w naszym nieprzewidywalnym świecie można zaufać. Dlatego Indianie tak bardzo go lubią.
ffb