
Rozwi±zaniem zagadki jest "BLONDYNKA W TYBECIE" :)
Gratuluje Wisennie rozwi±zania zagadki i proszê o przys³anie adresu, wy¶lê nagrodê :)
Baaaardzo podobaj± mi siê Wasze tytu³y :) Najbardziej chyba "Blondynka na szlaku ¶wiêtych krów", hi hi hi, "Blondynka, dwa tulipany i trzy bawo³y", hi hi hi hi hi, "Bia³e bawo³y Mozambiku", hi hi hi hi hi :))))))
Tak wygl±da oryginalny rysunek, drong po tybetañsku to jest jak:

To jest druga z nowej serii "Dzienniki z podró¿y", która uka¿e siê jednoczesnie z "Blondynk± na Zanzibarze", czyli 22 wrze¶nia. Nie bêdzie to typowy "dziennik" z zapiskami, ale przygodowa ksi±¿ka w kieszonkowym rozmiarze, z rysunkami i kolorowymi zdjêciami :)
Oto fragment:

Wysiad³am z samochodu i spojrza³am na wysoko¶ciomierz w zegarku. Cztery tysi±ce metrów nad poziomem morza. Czu³am to najbardziej w oczach, które by³y suche i jakby… wych³ostane przez wiatr. Podesz³am bli¿ej do krawêdzi drogi. Poni¿ej rozci±ga³o siê br±zowe pole. Kud³ate jaki zaprzê¿one do jarzma ci±gnê³y drewniany p³ug. Na g³owach i szyjach mia³y pêki czerwonych frêdzli. Z ty³u szed³ skromnie ubrany Tybetañczyk, a za nim – kobieta sypi±ca ziarno do ¶wie¿o zaoranej ziemi. Mia³am wra¿enie, ¿e razem z nasionami wk³ada siê do ziemi kawa³ek swojego serca. To co dzisiaj zasiej±, bêd± zbieraæ za kilka miesiêcy. Znów rêcznie, odmierzaj±c kolejne metry pola w³asnymi krokami. Nie ma maszyn, traktorów ani kombajnów.
Patrzy³am na nich i my¶la³am jak dziwne i zaskakuj±ce jest ¿ycie. Ja stojê na skraju drogi z aparatem fotograficznym w rêce, a oni ciê¿ko pracuj±. Jak trudna musi byæ tutaj codzienno¶æ! W lodowatym zimnie, bez gor±cej wody i ogrzewania, w ubóstwie, bez ¿adnej pomocy. Jak twardzi musz± byæ ludzie, ¿eby daæ sobie tutaj radê. Wysmagani wiatrem, ogorzali od s³oñca, ubrani w wyblak³e stroje ziemistego koloru.
Przejêta i zmarzniêta gapi³am siê na pole. Czu³am, ¿e stojê u bram zupe³nie innego ¶wiata. Ci ludzie nigdy w ¿yciu nie widzieli komputera, nie lecieli samolotem, nie rozmawiali przez telefon i nie czytali gazet. Nie s³yszeli o komunizmie ani walce politycznej. Tak jak Indianie w puszczy amazoñskiej, mieli dusze wolne od manipulacji, k³amstwa i chêci zysku. Ich bogactwem by³a wiara i tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Magia zamkniêta w buddyjskich klasztorach i ma³e bóstwa z przesz³o¶ci, kiedy w Tybecie panowa³a religia zwana Bön. Te boskie istoty wci±¿ mieszkaj± na p³askowy¿u, kryj±c siê pod kamieniami, na krzakach, drzewach i wierzcho³kach gór. Dla nich zapala siê kadzide³ka i sk³ada drobne dary, bo w zamian ludzie otrzymuj± stan harmonii, dobre zbiory i bezpieczn± drogê podczas pielgrzymki do klasztoru. Bóstwa wychodz± czasem z ukrycia, podkradaj± siê do ludzi i…
- Aaa! – krzyknê³am, podskakuj±c ze strachu.
- Miss – powiedzia³ ostro¿nie kierowca. – I think we have to go.
