
Agnes ostrożnie ścisnęła w palcach czarny pieprz. Świeżo zmielony, ostry i piekący w nozdrzach. Czym prędzej ukryła go w falujących wstęgach czekolady. To był jej sekretny składnik.
Jej torty zdobione ciemną czekoladą i wiśniami były słynne w całej Wenecji. Wszyscy znali jej ekscentryczne ciasta, pachnące cynamonem, ciepłe od spęczniałych rodzynek i nadziewane dziką różą. Nigdy nie czekały na wystawie sklepu dłużej niż godzinę. Sama to sprawdziła, czujnym okiem śledząc pracowników swojej cukierni z okna domu stojącego naprzeciwko.
Agnes westchnęła lekko. Znała prawdę i to było jej największe osiągnięcie. Znała prawdę o swoim sklepie i znała też prawdę obiektywną, istniejącą w świecie, poza tym wszystkim, co ludziom się o niej wydaje.
Lubiła czasem w środku najciemniejszej nocy stanąć w oknie i słuchać ciszy, wśród mrugających świateł i trzepotu skrzydeł spłoszonych jej oddechem gołębi.
Lubiła głośny, wyzywający stukot obcasów po weneckim bruku.
Lubiła przyjęcia i noworoczne bale.
Lubiła gorzką czekoladę i dodawała do niej ukradkiem szczyptę pieprzu, z którego nie zdawali sobie sprawy ani zachwyceni Wenecjanie, ani cukiernik, który na jej zlecenie lepił czerwone wiśnie z lukru.
- To jest prawda – pomyślała Agnes, miękkimi ruchami rozdzielając w misce pasma czekolady. – Taka sama jak miłość. Taka sama jak sen, w którym lubiła się zagubić po nocy pełnej namiętności.
- To jest prawda – pomyślała, czując słodką kroplę na języku. Tort był na specjalnie zamówienie przyjaciół znanego skrzypka Antonio Vivaldiego, który był powrócił już z Mantui, gdzie grał na dworze księcia Filipa, a także z Mediolanu i z Rzymu, gdzie grał dla papieża Benedykta XIII.
Agnes znała jego czułe dłonie, którymi gładził smyczek z fernambukowego drewna, znała jego pełne smutku spojrzenie, choć wiedziała, że nawet gdy dotykał ją ustami, nie do niej nosił w sobie tę dziwną tęsknotę.
- To jest prawda – pomyślała jeszcze raz. – Zatopić się w namiętności, zapomnieć się i oddać się całą na krótką chwilę, która jest słodka i gorzka jak dobra czekolada, z niewidzialnym dodatkiem pieprzu dosypanego jej troskliwą dłonią.

Fragment książki "Agnes w Wenecji", wydanej przez IW Latarnik w maju 2009