|
|
Zuluska skrzynka pocztowa (92)
Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Piszę do Pani, po przeczytaniu 2 lektur : W dżungli miłości i życia. Jestem chwilowo podbudowana lekturą, że można coś zmienić w swoim życiu, będąc leniwcem i po kryzysie w małżeństwie z 22 letnim stażem. Dla mnie ta ksiązka to niczym biblia życia, wciąż do niej wracam, gdy mam kryzys i załamanie. jestem b. wrażliwym człowiek i dużo przeszłam w życiu. Ale ostatnio przez przypadek dowiedziałam się że mój mąz jest zainteresowany koleżanką w szkole (razem uczą, a ona jest po rozwodzie), i mit o pięknej bajce runął. Ja próbuję naprawic błędy, czyli chwilowy brak kontaktu z mężem, jestem dziś wręcz zakochaną od nowa nastolatką, chodzimy na spacery, rower, kawę... Ale boję się , że we wrześniu kiedy zacznie się rok szkolny znów ta kobieta zawróci mojemu mężowi w głowie. Co mogę jeszcze zrobić żeby utrzymać nasze małżeństwo????????? Czy mam porozmawiać z Nią??????Czy wierzyć mężowi??????? Męczą mnie te myśli, Pani Beatko proszę mi doradzić co mam robić. (mam już nerwice, schudłam 8 kg) Sprawdzam pokryjomu korespondencje i telefony do męża. Wiem jakie są kobiety po 40-tce i wiem że "Ona" będzie dalej walczyć o męża , to naprawdę dobry, miły i sympatyczny człowiek. Ideał dla kobiety. Czekam na radę i dziekuję! Z poważaniem Ela
Pani Elu, napisała Pani z pytajnikami, więc odpowiadam z wykrzyknikami:
Nie!!!! Nie da się kontrolować drugiego człowieka.
Moim zdaniem żeby utrzymać to małżeństwo, powinna Pani dbać o siebie. Zamiast się zamartwiać i wpadać w nerwice (co pewnie związkowi nie służy), zamiast szaleć z niepokoju, siać podejrzliwość i stres, niech Pani pomyśli, że co ma być, to będzie.
W najgorszym razie mąż stwierdzi, że chce odejść. Ale jeśli on powie, że chce od pani odejść, to znaczy, że nie ma w nim miłości – a w takim razie po co być z takim facetem?...
Niech pani spojrzy na siebie w lustrze – czy ta podejrzliwość to nie jest dowód na to, że cierpi pani na chroniczny brak poczucia własnej wartości i szacunku do siebie?...
Ja myślę, że tak. Może pani nie wierzy, że jest pani godna miłości? Ze można panią kochać? Tak po prostu, dlatego że jest pani SOBĄ?
Myślę, że nie warto zamartwiać się tym co robi pani mąż.
Niech pani raczej uwierzy w siebie. Popracuje nad poczuciem własnej wartości, szacunkiem do samej siebie. Wtedy pani zrozumie, że nie można nikogo zatrzymać na siłę – ani szantażem, ani prośbami. Mąż zrobi to, co będzie chciał, bo jest wolnym człowiekiem. A rozmyślanie o tym jaka katastrofa może się wydarzyć sprawi tylko, że do takiej katastrofy będzie coraz bliżej.
Witam Pani Beato ! Po przeczytaniu wszystkich ksiazek jakie pani napisała ich przyswojeniu i wprowadzeniu w życie, kilku (set ) ważnych przemyśleń które podaje pani w każdej z nich - jestem fajniejszym dla samego siebie! Pomogła mi pani nie raz! Czytałem,? myślałem potem znowu wracałem do czytania...zastanawiałem się. Dziękuję bardzo jest pani fantastyczna ! Nie chce sie rozpisywać o tym co mnie dręczyło i jakie soki muchomora mnie zalewały heh , ale chcę się poradzić w kwestii czegoś bardzo ważnego. Jestem po studiach mam 25 lat jestem na etapie robienia kursów przewodnika, pilota a w przyszłości rezydenta ... Robie je ponieważ wiem że tym chcę się zajmować, wiem że lubię ludzi chcę z nimi pracować chce nimi się otaczać. Pod koniec liceum uciekłem z domu, uciekłem oczywiście za fajniejszym życiem w mieście. Rodzice postanowili mi ultimatum ; chcesz studiować ok ale tu na miejscu bo tu pomożemy Ci w czasie studiów (patrz. utrzymamy Cię )ale musisz nam pomagać. Ok stwierdziłem ze i tak nie dam sobie pewnie rady i tak sie nie utrzymam i tak nie skoncze studiów o których zawsze marzyłem- wróciłem. Przez całe studia pomagałem im w naszym rodzinnym biznesie o zupełnie innym chcaralterze niż kierunek moich wymarzonych studiów. Pomagałem a w miedzy czasie się uczyłem rodzice zadowolenia ja mniej ale myślałem ze tak bedzie dobrze, że tak musi byc bo oni przecież sa moimi rodzicami i wiedzą co dla mnie najważniejsze ! Tym bardziej, że mówili mi jak skonczysz studia możesz jechać i robić co chcesz. I skonczyłem studia i usłyszałem ze przecież tu jest moja praca tu jest nasz rodzinny biznes który i tak bedzie kiedys przepisany na mnie! Wiec gdzie i po co mam jechać mieszkać pracować! Jeśli tu mam wszystko! Ale ja chcę ! Ja chcę się spełniać i rozwijać ! I czasami popadam w takie dziwne poczucie winy, że może powinienem im pomagać. Ale przecież nie studiowałem z musu ale z przyjemności. I chciałbym wyjechać mieszkać bez poczucia że jesli mi coś nie wyjdzie usłysze widzisz i po co Ci to było???!! Ale ja mam 25 lat i mam poczucie zycia na własą rękę....
P>S Jeszcze raz dzięki za za wszystkie książki, które latem o dziwo mi się czyta fajniej! :D Może dlatego że jest ciepło i chociaż troche można sobie wyobrazić jak jest w dżungli albo na Kubie hihi :) Pozdrawiam .... Wszystkiego dobrego życzę i zapraszam do OPola ! :)
Nie napisałeś jak masz na imię :)
Więc posłuchaj, bo ja myślę sobie tak: każdy człowiek odpowiedzialny za własne życie. Twoi rodzice zrobili ze swoim życiem to, co uznali za najlepsze. Oni podejmowali decyzje dla siebie i oni wobec samych siebie będą się z tych decyzji rozliczać. Ty też :)
Spojrzysz na siebie za dwadzieścia lat i co pomyślisz?
Wszystko, co mam w życiu, zależy od tego, jakie podejmę decyzję.
Różni ludzie oczywiście próbują podpowiadać albo sugerować, niektórzy żądają albo stosują emocjonalny szantaż, ale prawda jest taka: TO JEST TWOJE ŻYCIE i albo będziesz w nim szczęśliwy, albo będziesz się starał zadowolić wszystkich dookoła.
Rodziców trzeba szanować. Wysłuchaj ich, rozsądź to we własnym sercu i kieruj się tym, co Ci podpowiada dusza. Jeśli ciągnie Cię w świat, to jedź. Próbuj wszystkiego, smakuj życie. Jeśli stwierdzisz za rok albo dwa, że jednak wolisz wrócić do rodzinnej firmy, to wróć. Ale to musi być Twoja decyzja, bo tylko Ty będziesz ostatecznie ponosił jej konsekwencje :)
Dzień dobry,
Jest upalny, letni dzień, wszystko żyje, rozświetla szarość codzienności, wszystko się uśmiecha przyjaźnie, a w tej całej radości i wspaniałości znajduje się dogorywająca dusza bezdźwięcznie wzywająca pomocy- ja. Proszę o przeczytanie mojego listu do końca, proszę o nieignorowanie go, gdyż jest to chyba ostatnia próba nawiązania jakiejkolwiek pomocy. Po tej być może nieudanej próbie kończy się mój świat. Mój świat... jaki on jest? Codzienne rytuały, uszczelnianie skorupy i ucieczka przed dorosłością. Mam 22 lata, miesiąc temu skończyłam licencjat z filologii hiszpańskiej (do tej pory nie wiem jakim cudem mi się to udało), a teraz czuję pustkę. Nie wiem jak mam ująć mój cel tego listu, więc przybliżę problem- od 2,5 roku cierpię na zaburzenia odżywiania, najpierw była anoreksja, teraz anoreksja bulimiczna, leczyłam się szpitalnie w zeszłym roku, ale pomimo tego, że od tamtego okresu minęło trochę czasu nie zmieniło to moich nawyków żywieniowych i podejścia do życia. Zmieniło się jedynie to, że otwarcie widzę problem, chcę uzdrowienia, ale jednocześnie w tym stanie w jakim się znajduję pragnę śmierci. Gdyby nie moja rodzina, którą kocham całym sercem pewnie już by mnie na świecie nie było. A tak męczę się dla nich.. żeby im było dobrze. A ja się nienawidzę, nie umiem znieść żadnego dnia, ciągle płaczę, siedzę w domu i nie widzę sensu w żadnym działaniu. Wszystko na dłuższą metę wydaje mi się być bezcelowe i nierealne dla mnie. Po szpitalu kontynuowałam terapię jednak po jakiś 2 miesiącach waga znowu tak spadła, że dostałam skierowanie do szpitala a leczenie ambulatoryjne nie wchodziło w grę. Jednak nie zgodziłam się na szpital ponownie i od tamtego czasu się nie leczę.
Od października zaczynam studia magisterskie w Warszawie (całe życie spędziłam do tej pory w małym miasteczku), latynoamerykanistykę na UW. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego. Mam wrażenie, że marzyłam o tych studiach, ale pryzmat choroby nawet nie pozwala mi być pewnym w tym stwierdzeniu ani tym bardziej się z tego cieszyć. Nie wiem jak zacząć życie w Warszawie. Nigdy nie podjęłam żadnej pracy, wydaje mi się, że na nic nie mam siły i do niczego się nie nadaję. A chciałabym po prostu normalnie żyć, zakochać się, pracować i podróżować (Ameryka Łacińska to moje marzenie). Na razie nie mam mieszkania w Warszawie, nie wiem jak w ogóle zacząć, jak funkcjonować w takim środowisku. Wszyscy mówią- powinnaś chcieć dla SIEBIE żyć, a nie dla innych, powinnaś chcieć dla SIEBIE wyzdrowieć, a nie dla innych.. ale nie umiem chcieć dla siebie, kiedy nic mnie nie motywuje, nie mam wśród siebie osoby, która byłaby dla mnie motorem działań.
Czuję, że wiszę na granicy życia i śmierci. Ten list jest wołaniem o pomoc. Czego oczekuję? Wiem, że ta choroba też Panią kiedyś dotknęła, więc może podzieli się Pani tylko swoją historią wędrówki ku wyzdrowieniu. Za wszelką dodatkową pomoc też dziękuję...
Pozdrawiam, Monika
Moniko, nie wiem co wiesz o swojej chorobie, ale powiem Ci co ja wiem na 100%:
Źródłem Twojej choroby są Twoje własne emocje. Twój sposób patrzenia na siebie, innych ludzi i na świat.
Z pewnością ktoś „pomógł” Ci w tym, żeby takie emocje się w Tobie wykształciły, ale to nieważne z jakiego powodu tak jest.
Ważne jest to, że nienawidzisz siebie, nie umiesz myśleć pozytywnie, posługujesz się kłamstwami w odniesieniu do siebie samej i innych. Krótko mówiąc: tkwisz w pewnego rodzaju iluzji, którą sama podtrzymujesz.
I dlatego TYLKO TY SAMA możesz te chorobę pokonać.
Nie chodzi o to czy Ci chce czy nie chce.
Chodzi tylko o to czy jesteś gotowa podjąć decyzję o zdrowieniu.
Nikt nie naprawi Twoich myśli z zewnątrz. To Ty sama musisz się zmierzyć z własnymi uczuciami i myślami, ale jest wiele osób i miejsc, gdzie można szukać pomocy do dotarciu do prawdy i zdrowia.
Psychoterapia – jak najbardziej tak.
Czytanie książek o tym problemie i czytanie w Internecie – tak.
Oddziel swoją rodzinę od tego, co dotyczy Ciebie. Oni Ciebie nie uzdrowią. To jest tylko w Twoich rękach.
Zajrzyj także na stronę www.dda.pl – może tam odnajdziesz też cząstkę siebie.
Krotko mówiąc: zdecyduj czy chcesz tkwić w chorobie, czy zdrowieć.
Jeśli chcesz zdrowieć, to przestań oglądać się na innych, i zacznij pracować nad swoim sposobem myślenia. Jeśli nie wiesz jak to zrobić – zapytaj specjalisty psychoterapeuty.
Dopóki sama nie będziesz CHCIAŁA wyzdrowieć, nikt Ciebie nie wyleczy.
Mam do Pani gorącą prośbę, w jednej z audycji podała Pani bardzo fajny tekst było to coś w rodzaju T - trenuj swoją pasję N - nie przejmuj się ludźmi chciałem to odnaleźć na stronie Radia Zet, ale nie mogę czy mogłaby Pani napisać mi dalszą część pozdrawiam gorąco :) Sebastian
Proszę bardzo : http://www.beatapawlikowska.com/diary,text,2873.html
Droga Szamanko! Dzisiaj deszcz za oknem, ja jednak próbuję mu się nie poddawać, choć przez rozchwianie emocjonalne (z którym ostatnio znowu jest kiepsko) - jest to trudne. Jednak poszłam na spacer z psem, pooddychać, nabrać pozytywnego doświadczenia. Autodestrukcyjny potwór co chwila wbijał mi swoje pazury, jak to w jego zwyczaju bywa (gdyby zechciał się pokazać, na co by się napewno nie zgodził - chyba nie objęłybyśmy go wzrokiem). Szybko się zmotywowałam, uparcie powiedziałam: Nie, potworze, dzisiaj nie ma tutaj dla Ciebie miejsca. On jednak nie chciał ustąpić. Wtedy pomyślałam o Tobie. Wróciłam do domu i wreszcie zdania na końcu Twoich książek, wzięłam na serio: Piszcie. Dlaczego miałabym nie napisać? Dlaczego miałabym nie wierzyć, że uzyskam choćby krótką odpowiedź, a nawet nie, ale chociaż spróbuję. Dlaczego mam dać AP i jego kiuzynce - anoreksji znowu wygrać i się zniechęcić? Może coś sprawi, że się do mnie uśmiechniesz?
10 czerwca miałam 15 urodziny. Hm, bardzo często zastanawiam się, kim właściwie jestem. Walczę z anoreksją od roku. Moja niska samoocena nie widziała granic, dopóki mama nie podarowała mi na urodziny W dżungli życia. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo Cię podziwiam, jak cenię i jak zazdroszczę (czego nie powinnam, ale oczywiście pozytywnie! :)). Otworzyłaś mi oczy, pokazałaś, że przecież to właśnie ode mnie zależne jest MOJE życie, bo to tylko ja tak naprawdę mogę sobie pomóc, zmienić się, uwierzyć. Stanęłaś na końcu ciemnego korytarza z niezywkłym afrykańskim lampionem, dałaś nadzieję! :) Powinnam być swoim przyjacielem. Ale co się stało, że tak bardzo zwątpiłam? Po lekturze zaczęłam analizować siebie samą. Mam bardzo słomiany zapał. A może to lęk? Bardzo chcę wypisać na kartce wady i zalety, ale jest to nadal moim planem. Czego tak się boję? Dlaczego to odkładam?Może przeraża mnie fakt zobaczenia prawdy? I w jakim celu? Wiem, że nigdy nie będzie za późno, ale dlaczego nie mogę lub nie chcę w siebie uwierzyć? Spróbowałam więc ze sobą porozmawiać. (Własnie teraz to robię!) Zadałam sobie pytanie, z czego jestem dumna. Odpowiedź padła zaskakująco szybko: Dałam radę. Przy najgorszym spadku wagi, poważnym zagrożeniu życia, przy kolejnej szansie od psychiatry, sama dałam radę trochę się odbudować, uchraniając się przed szpitalem. Ale od razu padły wątpliwości, bo mimo trochę większej wagi - wcale tak do końca nie czuję się dumna. Może to dlatego, że z punktu widzenia anoreksji - jest to porażka. Faktycznie, teraz więcej obsesyjnie myślę o jedzeniu, o wyglądzie, ale są i te lepsze dni. Psychicznie jest bardzo ciężko. Często nie mogę sobie znaleźć miejsca na ziemii. To takie dziwne uczucie, kiedy jestem wśród moich bliskich, którzy dają mi wszystko, a ja czuję się niesamowicie samotna. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia, bo przecież naprawdę cali się oddali. Czy jestem aż tak niewdzięczna? W mojej rodzinie był alkohol, właściwie to moja choroba przyczyniła się do dycyzji taty: zaczął się leczyć.
Mam cudowną rodzinę, naprawdę. Był i to chyba jedyny mankament mojego dzieciństwa. Teraz tata bardzo dobrze się trzyma, ostatnio nawet więcej rozmawiamy, bo trochę się od niego podczas chorowania odsunęłam. Tak bardzo się cieszę, że w książkach wyraźnie tłumaczysz, że alkoholik to niekoniecznie człowiek spod budki z piwem, ale cudowny człowiek, zagubiony, uzależniony. Mam ogromną nadzieję, że jeszcze kiedyś wszyscy zwalczymy nasze problemy i będziemy znowu rodziną, która potrafi się cieszyć, zawsze lubiliśmy wspólnie spędzać czas. Ciągle zastanawiam się nad tym wszystkim. Gdzie moja NADZIEJA? Mam okropne huśtawki nastroju, ataki agrsji, płaczu, na przemian ze spokojem, a nawet euforią, że ’’będzie tylko LEPIEJ!’’ (i tak być powinno, jednak wcale się nie zniechęcam). Przeczytałam również W dżungli miłości, a dzisiaj zacznę W dżungli niepewności :)) Jestem pod takim wrażeniem, że ogóle widzę NADZIEJĘ, że nie potrafię określić słowami Twoich słów. Jest to dla mnie po prostu coś niesamowitego. Masz taki dobry wpływ na człowieka, który nawet siedząc w dole, zobaczy Twoje przesłanie już z daleka.
Beato, teraz wiem, że POTRAFIĘ. Mimo wielu trudów, jakie są przede mną - chyba mam wiarę. Niecy przytłacza mnie świadomość, że muszę zwalczyć zaburzenia odżywiania, a ja już chciałabym pracować nad sobą. Ale czy tego nie da się pogodzić? Przecież o to własnie chodzi - polubić siebie. Zobaczyć, jak cudowne może być moje życie. Właśnie dlatego, że jest MOJE. :))
Nie mogę uwierzyć, że we mnie tyle pozytywnego nastawienia !!! Nie poznaję siebie ! :)) przepraszam, że sie tak rozpisałam, pod tym wględem też siebie nie poznaję! Dziękuję, że pokazałaś mi nadzieję, motywację ! To takie dziwne, że nikt wcześniej mi tego nie powiedział, że wszystko jest WE MNIE. A może mówił, a ja nie chciałam uwierzyć? Co jest w Tobie tak niezwykłego, że potrafisz przemówić? :))
Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Tak dobrze wiedzieć, że jesteś. Może daleko, może nie, ale jesteś. Cieszę się, że zawsze możemy się spotkać, chociażby na kartkach. Uśmiecham się do Ciebie, mam nadzieję, że prześlesz mi uśmiech, chociaż malutki, jeśli to przeczytasz :) Pozdrawiam i ściskam gorąco. -- Luji
Luji, cieszę się, że masz nadzieję, bo ona jest najwazniejsza. Druga rzecz to wiara we własne siły :) Nie pycha, ale wiara w siebie: uda mi się, bo bardzo tego pragnę! Bo robię to dla siebie! Bo zasluguję na to, żeby być szczęśliwa :) Rozumiesz?
No i jeszcze jedno najważniejsze – każdy dorosły sam może coś w sobie zmienić jeśli chce. JEŚLI CHCE i jeśli rozumie tego potrzebę. Dlatego nie zastanawiaj się jak naprawić Twoją rodzinę albo pomóc Twoim rodzicom, bo każdy musi to zrobić sam dla siebie. Nie da się zmienić innych ludzi. Mieszkanie w rodzicem uzależnionym od alkoholu sprawia, że właściwie wszyscy zaczynają się o niego troszczyć i próbować mu pomóc, ale prawda jest taka, że jednocześnie zaniedbują siebie – i wtedy wszyscy są nieszczęśliwi.
Pamiętaj więc o tym, że Twoim zadaniem jest uwierzyć w siebie, odbudować swoje poczucie wartości i pokochac siebie.
Każda inna osoba w Twojej rodzinie powinna zrobić to sama – ale czy zechce i czy potrafi – to już nie jest Twoja sprawa :) Naprawdę :)
Anoreksja bierze się z tego, że nie lubisz siebie i masz mętlik w duszy. Anoreksja jest w gruncie rzeczy tym samym co alkoholizm, bo dotyczy duszy i emocji. Kiedy uzdrowisz swoja dusze, ciało tez będzie zdrowe.
Witam !
Mam 14 lat,od zawszę interesował mnie świat i podróże.Gdy byłam młodsza często wraz z rodzicami jeździliśmy na wakacje zagranicę ,przeważnie były to bliskie kraje tj Grecja ,Turcja itd. Moim marzeniem była podróż do Afryki.Bardzo interesuje mnie ten kontynent .Jest tam tyle nieodkrytych miejsc,zadziwiająca kultura,fauna...itd.Czytałam wiele książek na ten temat m.in ,,Afryka’’ Johna Readera , Blondynka na czarnym lądzie,oraz wiele przewodników.Wreszcie moje marzenie się spełniło! w ferie wraz tatą pojechałam do Kenii.Od tej chwili czuje jakieś powiązanie z tym kontynentem.Zakochałam się w Afryce !,chciałabym jeszcze kiedyś tam wrócić np do Rwandy ,Etiopii lub Mali.W przyszłości pragnę wyjechać do Afryki na stałe i pomagać tamtejszym dziecią np wybudować szkołę itp.Wiem ,że jest to bardzo odważne marzenie,nie wiem czy się spełni ,ale warto mieć nadzieję.Jeśli to się nie uda będę podróżować .Czuję potrzebę pogłębiania wiedzy o świecie.W wolnych chwilach czytam wiele książek podróżniczych,oglądam programy tj National Geographic itd.Problem w tym,że nie wiem czy mogę nazwać to pasja.Tak jak wcześniej wspomniałam chciałabym kiedyś tak jak Pani zostać podróżniczą , lub wyjechać do Afryki by pomagać dziecią.Jednak jak sie do tego zabrać ? Co mogę zrobić juz teraz by w przyszłości moje marzenie sie spełniło ? Jak Pani się to udało?Za tydzień jadę z tatą do Peru i Boliwii ,biorę z sobą specjalny zeszyt w którym pomimo tego ,iż nie mam talentu do pisania ,pragnę zapisywać swoje przeżycia.
Jak już wspomniałam nie mam powołania do pisania,dlatego proszę mi wybaczyć ewentualne błędy. Zdaję sobie sprawę ,że jest Pani bardzo zapracowaną osobą,dlatego liczę się z tym ,że odpowiedzi mogę nie dostać,jednak świadomość ,że może jednak Pani to przeczyta bardzo mnie pociesza :) . Pozdrawiam Iga .
Igo, warto mieć marzenia, bo one nadają smak zyciu :) I warto też próbować je spełniać, bo warto jest dbać o własne szczęście i podążac za tym, co najbardziej Cię pasjonuje.
I wtedy właśnie jesteś na najlepszej drodze, żeby zostać tym, kim chciałabyś.
Ucz się obcych języków, bądź ciekawa świata, bądź życzliwa wszystkim żywym istotom – zarówno ludziom, jak i zwierzętom, i roślinom, bo życzliwość otwiera wszystkie drzwi. A jeśli nosisz ją w sobie, to wszystko staje się łatwiejsze.
Myśl pozytywnie o swojej przyszłości. Ucz się, poznawaj świat, miej otwarte oczy i nie wierz kiedy ktoś Ci mówi, że nie masz talentu :) Zapisywanie myśli i przeżyć to świetny sposób :)
Dzień dobry/Dobry wieczór,
Już od kilku dniu zbierałam się, żeby do Pani napisać. Nie wiedziałam nawet do końca co, i w gruncie rzeczy nadal nie wiem, ale po przeczytaniu 32. rozdziału z książki "W dżungli niepewności" natychmiast zaczęłam szukać Pani adresu e-mail. Przeczytałam "W dżungli życia" i "W dżungli miłości" kilka miesięcy temu. Wiele wątków z tych książek dotyczyło mnie, wiele razy obiecywałam sobie, że będę stosować się do rad w nich zawartych. Ale dopiero teraz, kiedy jestem w trakcie "W dżungli niepewności", czuję jakbym czytała o sobie.
Może od początku. Nazywam się Ola, mam 21 lat, studiuję w dużym mieście, wynajmuję pokój w mieszkaniu studenckim, rok temu mieszkałam w akademiku. Wyprowadziłam się z domu prawie 2 lata temu i miała to być w pewnym sensie moja droga do szczęścia. Jednak, jak się okazało, to po wyprowadzce z domu i jakimś czasie życia na własną rękę przyszło dopiero załamanie. Drugi semestr pierwszego roku studiów był katastrofą. Zerwałam z chłopakiem (pierwszym, jedynym, z którym byłam kilka lat), nie radziłam sobie z nauką, nie umiałam się bawić, czułam się wyalienowana, byłam całkiem niezadowolona z siebie, straciłam wiarę w Boga, przestałam chodzić do kościoła i modlić się, wróciły natrętne myśli dotyczące mojej strasznej, wpadłam w jedzenie kompulsywne a potem w bulimię. To tak bardzo w skrócie. Nie chcę się do wszystkiego odwoływać, zwłaszcza że chyba najważniejsze są przyczyny a nie objawy. Przyczyną, moim zdaniem, jest... nie wiem jak to nazwać żeby nie zabrzmiało źle. Chodzi o to, że boję się przyszłości.
I tu widzę siebie w 32. rozdziale książki "W dżungli niepewności". Od dziecka jestem odpowiedzialna za młodszego brata. Byłam, jestem i będę. Co z tego że kolejny psycholog mówi mi, że nie jestem jego matką? Nic. Ja to wiem, nie o to chodzi. Czuję żal do moich rodziców za sposób w jaki go wychowują, a jednocześnie nie mogę się mamie wyżalić (jak kiedyś spróbowałam, rozpłakała się i to ja musiałam ją pocieszać, nie mogę jej wpędzać w poczucie winy). Powinien mieć świadomość, że życie nie będzie mu usuwało kłód spod nóg, powinien mieć poczucie obowiązku, motywację do pracy (jest w stanie!! ale mu się nie chce!!), boję się o niego. Prowadzi to do paradoksu. Przez to myślenie o nim, nie potrafię przejąć kontroli nad swoim życiem. Ucząc się do matury, przyszła myśl "ojeju... On nigdy nie będzie się uczył tak skomplikowanych rzeczy.. on nigdy nie pójdzie na studia", po czym pojawiały się łzy i koniec z nauką. I to jest paradoksalne, bo właśnie ja powinnam się uczyć z tego powodu jak najlepiej!! Wiem o tym, przecież będę miała na utrzymaniu nie tylko siebie, Muszę mieć dobrze płatną a najlepiej nie zajmującą wiele czasu pracę. Więc czemu, skoro to wszystko wiem, nadal mnie to demotywuje, zamiast motywować?
Czuję teraz, że mogłabym się rozpisać. Już wszystko się przypomina, a łzy cisną się do oczu. I chętnie bym to zrobiła, tylko właściwie nie wiem po co <?>. A najgorsze jest to, że choćbym pisała to kilka godzin, nie da się opisać wszystkiego ani wyjaśnić.
Spełniam raczej teraz impuls, który wziął się z przeczytania 32. rozdziału. Tak, czuję się odpowiedzialna. Podobno jestem też ’nadepmatyczna’. Jak teraz o tym myślę, nie czułam się nigdy beztroskim dzieckiem. Tyle ode mnie zależało... Tyle chciałam naprawiać. Nie udawało mi się, co oznaczało że jestem jeszcze bardziej beznadziejna. Teraz jestem "dorosła" a chciałabym być takim prawdziwym dzieckiem. Potrzebuję tej opieki rodziców i tej beztroski której nigdy nie miałam. Ale nie mogę jej dostać!!!
To wszystko wiąże się z poczuciem własnej wartości. Jednak, to nie jest takie proste na jakie wygląda. Przecież w tym tkwi moje poczucie własnej wartości!!
W tym, że rodzice nazywali mnie żartobliwie "żołnierzem", który pilnuje co się w domu dzieje i cieszyli się, że tak się troszczę o brata. W tym, że koleżanki mówiły "no tak, taka właśnie jest Ola, przejmuje się i martwi innymi", czułam że za to jestem lubiana. Oczywiście, nie tylko za to, ale głownie tak. Jak mam jednocześnie zyskać poczucie własnej wartości i przestać być Matką Teresą? Jak mam jednocześnie iść w jedną i drugą stronę? Byłam u psychologów, znam tyle teorii... związanych z tym, że jestem DDA, że mam bulimię, że za bardzo próbuję wszystko kontrolować itd. itp. Czytam w Pani książce o sobie. Ale nie umiem nic zrobić. Nie umiem, bo nawet jeśli przez kilka dni się uda, to w końcu przychodzi myśli o przyszłości. Na początku mnie paraliżowała, teraz mogę ja odrzucać <choć z trudem> i próbować żyć, ale przecież to nie sposób! Moim marzeniem jest, by myśl o przyszłości nie musiała być odganiania, opłakiwana i paraliżująca, ale żeby była normalna.
To wszystko jest bardzo trudne do opisania i tak naprawdę nakreśliłam tylko część jakichkolwiek obaw... W skrócie skrótu: 1. Nie potrafię się kontrolować, za to świetnie mi idzie pomaganie innym ludziom i kontrolowanie ich.. 2. paradoks nr 1: jak mam jednocześnie zyskać poczucie własnej wartości i przestać być Matka Teresą, skoro właśnie w tym tkwi owe poczucie? 3. paradoks nr 2: podobno za bardzo wszystko chcę kontrolować, za dużo od siebie wymagam. Ale... zaraz? jak to? Przecież w ciągu kilku lat opuściłam się w nauce, nie potrafię dopełnić obowiązków, przytyłam, nawet nie umiem utrzymać porządku, marnuję dzień za dniem. Dla mnie to sygnał że za mało od siebie wymagam. Jak mam jednocześnie mniej kontrolować i wymagać od siebie, kiedy moim ratunkiem jest kontrola i kształtowanie przyszłości? "wszystko jest w rękach Boga" powtarzane przez mojego tatę doprowadza mnie do furii!!!
Tak, jak wspominałam, mogłabym pisać długo, ale to chyba nie ma sensu. Podziwiam sposób, w jaki opisuje Pani problemy i przede wszystkim podziwiam, z jak trudnych sytuacji potrafiła Pani wyjść. Odnajduję w książkach moje problemy, jednak są jeszcze tak indywidualne sprawy i męczące mnie myśli, że postanowiłam napisać maila. Być może będzie Pani miała niedługo chwilę, żeby napisać mi swoje zdanie na ten temat, być może ma Pani rady, których nie umieszczała w poradnikach skierowanych do tak "powszechnego" grona.
Pozdrawiam serdecznie, Ola
P.S.: Nie jestem humanistką i zdaję sobie sprawę z tego, że czytanie mojego tekstu może nie być łatwe, za co przepraszam. P.P.S.: Zdaję sobie sprawę, że jest Pani zajętą osobą, dlatego proszę, w miarę możliwości, żeby odpisała mi Pani, chociaż kilka zdań, nawet jeśli miałoby to być "Dostałam, przeczytałam", uspokoiłoby mnie to jakoś.
Dostałam, przeczytałam :)
Wszystkie maile czytam.
I rozumiem jak się czujesz. Jeśli chcesz mojej rady, proszę:
Uwierz w Anioła Stróża. Wierzysz, że stoi przy Tobie? Że każdy ma swojego Anioła Stróża? Twój brat też. Nawet Twoi rodzice mają swoich Aniołów, chociaż pewnie ich nie widzą i nie słuchają.
I tego też nauczyli Ciebie.
Wpoili Ci, że musisz dbać o wszystkich, bo jeśli tego nie zrobisz, to świat się zawali.
Ale wyobraź sobie, że prawda o Tobie jest inna: nie jesteś bogiem. Nie do Ciebie należy utrzymywanie świata w równowadze. Jedyne co jest twoim zadaniem to dbać o swoje życie, swój rozwój duchowy, wziąć swojego Anioła Stróża za rękę i pozwolić mu się prowadzić.
On jest Twoim opiekunem i on ma dla Ciebie to wszystko, czego nie dostałaś od rodziców: poczucie bezpieczeństwa, bezwarunkową miłość, przyjaźń i opiekę.
Bo tak naprawdę z tego bierze się Twoja potrzeba kontroli. Jesteś małym dzieckiem, któremu kazano być żołnierzem na straży porządku w rodzinnym domu. Ale nie musisz być żołnierzem. Nie musisz dbać o cały dom. Masz zadbać tylko o siebie.
Kiedy przyznasz, że tak naprawdę w duszy czujesz się małą dziewczynką, która bała się, że zostanie porzucona przez rodziców, nagle przestaniesz czuć, że musisz wszystko kontrolować. A skąd wiem, że tak się czujesz w głębi duszy?... To wyczytałam między słowami.
Moja rada więc:
Nic nie musisz.
Można być bezradnym i płakać.
Nie naprawisz swojego rodzinnego domu, bo to niemożliwe. Każda z osób które tam mieszkają musiałaby chcieć zmiany i naprawy swojego życia. Dopóki tak nie jest, oni będą trwać w swoim nieszczęściu, a jedyne co Ty możesz zrobić, to ratować siebie i zadbać o swoje szczęście.
Droga Beato!
Wczoraj skończyłam czytać W dżungli niepewności a przed chwilą oderwałam się od W dżungli życia. Po pierwsze DZIĘKUJĘ, że napisałaś te książki! Jest juz późno i nie mam teraz kasy, ale gdybym mogła to poleciałabym po 2 kolejne!
Nie chcę pisać o trudnym dzieciństwie, bo już mam dosyć mielenia tych samych słów. Chcę napisać, że mam 22 lata i czytając W dżungli niepewności, czułam się Moniką. Podkreśliłam złote myśli i zaraz zrobię plan!!!! Chcę napisać, że NIE CHCĘ JUŻ być smutna, rozpaczająca, nieszczęśliwa, NIENAWIDZĄCA SIEBIE. Chcę polubić siebie, pogłaskać i spełniać marzenia. A ! I co najważniejsze, tzn. na równi z kochaniem siebie - chcę być optymistką i będę się tego uczyła. Jestem po psychoterapii, po wielu rozmowach z mądrymi ludźmi, po rozmowach z przyjaciółmi. Pracuję nad sobą ciągle... Ciągle też mimo sukcesów czegoś mi brakuje (brakowało?- czy aby tak szybko działał Twój optymizm:)?), ciągle motam się ze swoimi myślami, brakuje mi miłości.... Postępy są, ale uważam, że mogą pojawiać się o niebo szybciej ! Dziękuję, za zdanie o rodzicach... O tym , że jestem już dorosła i ode mnie zależy moje życie, nawet jak zostało trochę spieprzone przez (w moim przypadku) ojca. Bardzo Ci za to dziekuję. Pozdrów Monikę i życz jej powodzenia, jesli możesz:) Studiuję na ASP więc jeszcze bardziej czułam jak się z nią utożsamiam!
Są wakacje. W wakacje zawsze czuję się lepiej, bo nie ma stresów, nie ma tylu wyzwań, nie ma tylu powodów, aż tylu powodów do krytykowania siebie. Moim marzeniem na teraz jest wytrwanie w tym zapaleńczym optymizmie. Początki- czegokolwiek- zawsze są ekscytujące:). Tak, dlatego konsekwencja... Ale przede wszystkim POLUBIĆ SIEBIE. To jest mój glówny cel. Dawno już to odkryłam, ale cholernie ciężko jest siebie polubić. I trochę chyba byłam wampirem dla samej siebie. Dlatego BARDZO, ale to bardzo się cieszę, że usłyszałm Cię w Małej czarnej a następnie poleciałam po książkę..... Czytałam różne psychologiczne książki, po których czułam się jeszcze bardziej chora. Bo co z tego, że znowu przeczytałam, że efektem zachowania mojego taty jest mój obecny stan. No tak, rzeczywiście, przyjęłam to do wiadomości i za każdym razem próbowałam coś z tym zrobic. Ale za każdym razem bałam się polubić siebie, żeby móc COŚ zrobić, cos zmienić a co najważniejsze, żeby to COŚ działalo. Myślałam, że skoro zaczynałam juz tyle razy to tym razem znowu mi sie nie uda. Nawet ostatnio przeprowadziłam ze sobą bardzo poważną rozmowę i uważam, że był to dobry początek, ale zapomniałm o jednym, dosyć istotnym elemencie - o polubieniu siebie. Dlatego dziekuję Ci za to co napisałaś, za TWÓJ NIESAMOWITY- SILNY CHARAKTER, MĄDROŚĆ I OPTYMIZM! Merci! :) Przed chwilą zadzwonił mój znajomy, który ma dla mnie propozycję pracy, mam zrobić logo. Parę tygodni temu byłabym przerażona. Dzisiaj? Jestem podniecona, że mogę podjąć wyzwanie i zmierzyć się sama ze sobą! Skubaniec - STRACH - odezwał sie natychmiast- ale dostał w dupę! :) Ole! A! I chyba nie dokończyłam myśli. Dziękuję za Twoje książki, ponieważ Ty skupiasz się na pozytywach, a właśnie tego potrzebowałam!
Gorąco pozdrawiam i ściskam! Asia
Asiu, największy pozytyw dla każdego dorosłego to to, że nie musi powtarzać błędów swoich rodziców Nawet więcej – że może się uwolnić duchowo od wszystkiego, co mu przeszkadzało i co sprawiło, że czuł się w pewien sposób zniewolony i nieszczęśliwy.
Po to mamy dorosłość, żeby na nowo odkryć dobroć i uczciwość dziecka w sobie :) Gorąco Ci tego życzę i trzymam kciuki za super wakacje :)
Witam Pani Beato, piszę do Pani żeby podziękować za ksiażkę Dzungla Samotności i DzunglaMiłości moje zycie się teraz skręca i zakreca (rozwód,maż uzależniony od narkotyków ja na terapii) Pani książki pozwoliły mi zrozumieć/zbliżyć się do własnego"ja" zrozumieć czego chcę i pragne i czego potrzebuję...sok z muchomora mam we kwri...ale pozyskana świadomość pozwala się go systematycznie pozbywać...dzieki Pani poradnikom zrozumiałam,że nikt nie może nakazać mi, ograniczać mnie, kazac się poświecać.
Dużo zalezy od sposobu myślenia i postrzegania i tak wczoraj z moim cudnym synkiem byłam na spacerze, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to co jem i nie dałam się wciągnać w bezsensowne kłótnie, które wynikaja z cudzej frustracji - soku z muchomora....
okazuje się że można byc dla siebie dobrym ;-) uśmiecham się do Pani ciepło i serdecznie i pozdrawiam
Agnieszka
p.s. szczerze gratuluję lekkości przekazu, ubierania myśli w słowa,a i po przeczytaniu fragmentów książki nabrałam apetytu na książkę podróżniczą :-) prosze jak człowiek jest dla siebie dobry to i wyruszy w podróż co pozwoli umysłowi doznać odpoczynku w innej sferze..a zdobyty dystans w pewnym stopniu wpłynie na podjęcie właściwej decyzji na innych polach :-)
Och, jak człowiek jest dla siebie dobry, to nagle odkrywa całkiem nowy świat i okazuje się, że wszystko w tym świecie jest możliwe, wykonalne i przyjemne :)
Wiem, że strasznie trudno jest być w takim momencie życia – najpierw odkryć z przerażeniem, że mąż jest uzależniony, a potem odnaleźć w sobie ślady tego uzależnienia. Niech Pani myśli pozytywnie i zaufa swojemu Aniołowi Stróżowi, on panią poprowadzi dalej :) Życzę siły i przesyłam serdeczne uściski :)
Szamanko,
Mam na imię Agnieszka, jestem na studiach. Strasznie pogubiłam się w tej dżungli życia, a to chyba mało powiedziane, czuje niesamowity chaos w głowie i wokół siebie. Pochodzę z bardzo statecznej rodziny. Moi rodzice są bardzo dobrze wykształceni, pracują, córka jak przystało studiuje i...no właśnie.. ma problemy z odszukaniem swojej tożsamości. Urodziłam sie w rodzinie gdzie wszytsko było z góry ustalone- uczyć się, pójść na studia, odgórnie narzucone prawo albo medycyna. Jako, ze jestem bardziej jestem uzdolniona w kierunkach humanistycznych to wybrałam kierunek prawniczy, ale nie prawo. Nigdy nie miałm zbyt wielu przyjaciół. Rodzice wszystko było przedłożone na naukę. Zawsze ona odgrywała role dominującą u mnie w rodzinie, relacje z innymi były przekładane na dalszy plan.
Nigdy nie miałam chłopaka, z nikim nie byłam, bo jak miałam poznać i gdzie skoro na imprezy nie chodziłam, bo miałam zawalone popołudnia nauką, jakieś koła naukowe, zajęcia pozalekcyjne. Ludzie zawsze patrzyli na mnie krzywo, przydomek kujon...przechodziałm straszne załamania nerwowe, nasilało sie kiedy nie mogłam sporostać oczekiwaniom mojej rodziny, a zwłaszcza mamy. Mam czasem takie wrażenie, ze ona jakby wykreowała sobie mnie za czym przyszłm na świat, a ja mam stac sie jej narzędziem do realizacji jej ambicji, a to mnie zawsze wykańczało i wykańcza nerowo...nie raz strasznie płacze wręcz wyje, czuje straszną presje...mam do tego problemy z kontaktami z innymi ludźmi, nie umiem sie otworzyć na ludzi. Czuje sie nieraz jak taki odludek, osoba wyobcowana, bardzo lubie ludzi ale jednocześnie lubie ludzi.
Jak byłam w gimnazjum wpadłam w uzależnienie. Od telewizora, później doszło uzależnienie od komputera. Robiłago że tylko w ten sposób nie czułam się sama, zastepowało mi to jakby drugą osobę. Rodzice dużo pracowali. Moja mama miała nie raz 2 etaty, tata tez po 8 godzin.
Nie mogłam sie nad niczym skupić. Uczyłam sie jednego przemiotu15 minut i odkładałam itd. Wszystko było nie tak.Nadal mam problemy z koncentracją. Nie jestem gruba nie mam nadwagi, ale jak sie stresuje jem więcej niż zwykle. Często chorowałam. w swoim zyciu byłam 2 razy w szpitalu. Zetknełam sie z róznymi chorobami....mam juz tego wszystkiego dość. Nie raz chce spakowac manatki i wyjechać żeby uciec od tego wszystkiego...
Czuje sie jakas bezradna w tym wszystkim, nie wytrzymuje nerwowo... Patrze nie raz na dziewczyny w moim wieku i tak sobie myśle jak bardzo do nich nie pasuje...nauczono mnie w domu stateczności,pokory...itd. Chciałabym sie bawic i jakos normalnie żyć....jak na mój wiek, a ja czuje sie jakas taka inna, ajkbym to nie była ja tylko ktoś inny....
Błagam Cie Szamankobłagam nad wszystko pomóż mi jakos bo już nie wytrzymuje jestem wyczerpana tym wszystkimprosze Cie o rade, błagam....Agnieszka
Agnieszko, napisałaś mi dużo o swojej rodzinie, ale niewiele o sobie I tak pewnie myślisz – przez pryzmat tego, jak widzą Cię inni i czego od Ciebie oczekują.
Rozdzieliłabym dwie rzeczy – to czego pragniesz Ty sama i to czego pragną inni w stosunku do Ciebie.
Wiem, że to trudne, ale spróbuj. Jesteś już dorosła, więc tak naprawdę nieistotne jest to, jak Twoi rodzice chcą Tobie ułożyć życie. Prawda jest taka, że Twoje życie należy do Ciebie i jeśli nie postarasz się fajnie go sobie zorganizować, będziesz się męczyć przez pół życia, a i tak nigdy nikogo w pełni nie zaspokoisz. Nie mówiąc już o sobie samej.
Moja rada? Z tego co napisałaś wynika, że w Twojej rodzinie brakuje zdrowych emocji, umiejętności dzielenia się tym co ważne i tym co jest przykre. Być może Twoi rodzice zmagają się z czymś, nad czym sami nie mają kontroli, a to przekłada się na ich stosunek do Ciebie. Nie będę zgadywać co to może być. Najważniejsze jest coś innego. Jeżeli wychowałaś się w domu, gdzie nie masz wsparcia, poczucia bezpieczeństwa i miłości, to nosisz w sobie sprzeczne uczucia, lęk i poczucie zagubienia.
Fajnie byłoby znaleźć przyczynę, z której się wzięły. Być może pomoże Ci w tym książka „W dżungli miłości”, gdzie piszę o takich rodzinach jak Twoja. Jeśli czujesz w sobie mętlik i ból duszy, to najlepiej byłoby pójść do lekarza, który duszę leczy, czyli do psychoterapeuty, który pomoże Ci dotrzeć do TWOICH własnych uczuć. Wtedy sama będziesz wiedziała czego chcesz i znajdziesz sposób, żeby to osiągnąć.
Miła Pani Beato! Słuchałam dzisiaj Pni opinii o tym, że muzyka może dodać energii. Zgadzam się z Panią w zupełności. Chodzi mi jednak o zaprezentowany utwór pt.ARGENTINA. Słyszałam to po raz pierwszy i jestem pod wrażeniem. Nie mam bliżsczych namiarów, a bardzo chciałabym jeszcze tego posłuchać. Może zechce Pani podać mi autora, wykonawców (słyszałam tam dwie osoby) czy jakiekolwiek informacje, które pozwolą mi na zlokalizowanie tego utworu. Przy tej okazji powiem, że nie od dzisiaj Panią podziwiam. Pozdrawiam serdecznie i nie ukrywam, że czekam by móc posłuchać ARGENTINY. Jolanta
Pani Jolu! Zespół nazywa się GOTAN PROJECT, a nagranie, które prezentowałam to „Santa Maria (Del Buen Aire)”, z płyty „La Revancha del Tango” z 2001 roku. Proszę zajrzeć tutaj – grają i tańczą :) http://www.youtube.com/watch?v=3zD9W9SZj9w
Chcę Ci podziękować za dzisiejsze parę słów w wywiadzie jakie powiedziałaś o sobie.
Pech chciał, że moja żona spóźniła się i nie miała okazji obejrzeć i wysłuchać Ciebie w najważniejszej kwestii. A jest wzorcowym przykładem właśnie osoby, która bez przerwy widzi wokół siebie atakujących ją ludzi. Mam z tym ciągłe utrapienie bo gdziekolwiek znajdzie się w pracy , po paru dniach już ma swojego wroga nr 1 a później wrogów całą grupę. Muszę cierpliwie i ze zrozumieniem wysłuchiwać historii z potyczek w pracy. W efekcie 2 lata pracy w jednym miejscu to chyba najwięcej i później jest bez pracy i znowu zgryzota bo trudno o pracę w jej profesji.
Sam uwielbiałem wędrówki po antykwariatach w poszukiwaniu książek o psychologii i dobrej motywacji i być może między innymi dlatego jeszcze nie rozwiodłem się z nią ze 3 razy. Coś tam wiem o nastawieniu do życia i konsekwencjach. Bo przecież nie tylko w pracy ma wrogów. Niestety pomimo moich prób nie udało mi się jej sprowokować do lektury żadnej z książek w których znalazłaby lekarstwo na to swoje nastawienie. Zauważyłem szansę w tym króciutkim wywiadzie TV 4 bo weszła i bardzo się zainteresowała tym co mówisz a’propos "kocham siebie".
Moje pytania: - czy jest szansa zobaczyć kiedyś ten program jeszcze raz na przykład na Twojej stronie ? - czy możesz mi polecić którąś ze swoich książek jaką mogę kupić swojej żonie - aby znalazła sposób na szczęśliwsze patrzenie na świat? Przyznaję się, że dopiero teraz będę czytał Twoje książki.
pozdrawiam serdecznie Marek
Ten program w TV4 mówił dokładnie o tym samym, o czym napisałam w książce „W dżungli samotności” – czyli o tym jak człowiek nieświadomie przybiera pozycje obronną wobec świata, bo się boi, że za chwilę zostanie zaatakowany.
Boi się dlatego, że brakuje mu poczucia własnej wartości, więc boi się tego, że usłyszy krytykę albo coś przykrego. W rezultacie zaczyna budować mury między sobą a ludźmi i w końcu zostaje totalnie samotnym człowiekiem. Nawet jeśli ma wiele osób wokół siebie, to wewnętrznie jest samotny. I dlatego jest czasem agresywny i szuka wrogów. Dokładnie wyjaśniam ten mechanizm właśnie w tej książce, więc jeśli mam jakąś polecić szczególnie, to właśnie tę.
Napisałam ją na przykładach z własnego życia, więc nie jest to rozprawa naukowa, tylko fragment autobiografii :) Ale najważniejsze jest to, że pisze też o tym jak to zmienić i jakimi sposobami można to osiągnąć. Może przyda się żonie :)
Ale mam do Pani osobiste pytanie; czy wie Pani może jak można się skutecznie i trwale odkochać, moje zakochanie chyba mi przechodzi ale potrzebuję jakiś mocnych argumentów. Proszę o pomoc, bo ten stan mnie męczy. CHłopak w którym jestem zakochana nie chce mnie, ma inną dziewczynę. Natomiast ja nie mogę o nim zapomnieć i to trwa juz około 10 lat, może mi Pani nie wierzyć , ale ja bardzo chciałabym się uwolnić od tego uczucia które niestety jest destrukcyjne. Mam 26 lat i jeszcze nigdy nikogo nie miałam bo ciągle myślę o tym jednym, a chcę się od niego uwolnić. Bardzo proszę o jakąś wskazówkę . Pozdrawiam , Agnieszka
Pani Agnieszko, to jest PRZEZNACZENIE. Wierzy Pani w przeznaczenie i swojego Anioła Stróża? Niech pani pozwoli odejść temu chłopakowi, jemu jest pisane iść w inną stronę. Pani ma swoją drogę do znalezienia, więc ja radze zaufać Sile Wyższej, która Pania prowadzi, zapomnieć o przeszłości i marzyć o dobrych rzeczach, które czekają na panią w przyszłości :)
Zastanawiam się od czego by tu zacząć? zważając na fakt , iż nie mam pojęcia o pisaniu jak również o poprawnej polszczyźnie ;) (aż wstyd się przyznać) Postanowiłam wiec, że będę pisać , po prostu pisać….. Urodziłam się w rodzinie , która mam wrażenie jest dla mnie obca, i z przykrością muszę stwierdzić , że wszyscy jesteśmy bardzo nieszczęśliwi ….. Gdy przeczytałam Pani książkę w Dżungli miłości zrozumiałam jakim wielkim jestem leniwcem i jak bardzo jestem nieszczęśliwa, ale to jeszcze nie wszystko , zrozumiałam również to jak bardzo użalam się nad sobą, i codziennie oszukuję się , że kolejny dzień będzie inny , że cos z tym zrobię , że zrobię cos ze sobą…. Jest we mnie tyle , żalu , złości i pretensji do Pana Boga , ze tak ułożyło się moje życie…. Wiem doskonale , że ludzie mają problemy , maja gorzej , cierpią bardziej , nie chodzi mi o licytację własnego bólu , ale dlaczego ja muszę mieć pod górkę , dlaczego to zawsze ja wśród moich znajomych musiałam się wstydzić za zachowanie ludzi , którzy powinni mnie kochać i wspierać…. ???? Moje życie ….. Myślę ,że miałam wtedy 6 lat w domu były ciągłe awantury , wyzwiska , dochodziło do rękoczynów …. Sąsiedzi często zbiegali do naszego mieszkania , tylko u nas działy się sceny , które mam przed oczami do tej pory > Jednak, żaden z sąsiadów w żaden sposób tak naprawdę nam nie pomógł. Ojciec dużo pił , wyzywał mamę od najgorszych wyzwiskami na które nie zasłużył sobie nikt , A na pewno nie Ona! Starała się jak mogła żeby było co jeść , żeby było ciepło w domu , żeby było normalnie… Pamiętam jak uciekałam z domu żeby znaleźć Ojca i przyprowadzić go do domu , już w 1 klasie podstawówki odwiedzałam bary , parki , miejsca w których mógł bywać…. Tak bardzo pragnęłam żeby był ze mną , chciałam wychodzić z nim na spacery , rozmawiać , spędzać z nim czas!!!! Tylko chyba On tego nie chciał ? Czas szybko leciał , a w domu nic się nie zmieniało hmmm tzn. zmieniało , ale na gorsze. Miałam 15 lat i nadal szukałam Ojca w różnych miejscach , chociaż już zdecydowanie rzadziej…. Wstydziłam się , gdy wracając ze szkoły zataczał się na chodniku , a moje koleżanki nie wiedziały jak maja się zachować. Przychodził do domu i zaczynała się wojna…. Był czas kiedy uciekałam , nawet w nocy , biegłam po babcie , która mieszkała kawałek drogi od nas i prosiłam żeby szybko przyszła bo tata zabiję mamę … Później już nie miałam czasu na to żeby sprowadzić pomoc , oddzielałam ojca od mamy , szarpałam , prosiłam , błagałam żeby przestał ,ale on nie słuchał …. Pamiętam jak w wigilię przychodził pijany a ja z mama chowałyśmy się do szafy tak , żeby nas nie znalazł i myślał , że nie ma nikogo w domu. Mówił ,że mnie kocha , mówi tak do tej pory i nadal pije z małymi przerwami ….. Oddawał mu swoje pieniądze wtedy ,kiedy dostawałam kieszonkowe od dziadka i później , gdy zarabiałam sama na siebie , oddawałam swoje jedzenie , kiedy mama powiedziała , że za ta krzywdę niech radzi sobie sam. Byłam w stanie zrobić dla niego wszystko , chciałam mu pomóc bo nie mogłam patrzeć jak się wykańcza i jak wykańcza nas! Najbardziej boli mnie to , ze w nikim nie mam wsparcia …. Z mamą nie mam dobrego kontaktu od kiedy pamiętam zawsze uważała mnie za ta ,,złą’’ Tylko nie wiem dlaczego ? Dziś mam 23 lata ojciec nadal piję , ja nadal mam cichą nadzieję , że przestanie , a raczej oszukuję się i pozwalam manipulować… Z mamą to jakby osobna historia …. Historia mojego życia jest dłuższa i wyboista …. Jest mi ciężko nigdy nie usłyszałam dobrego słowa ,że cos robie dobrze , że cos w życiu osiągnę i zbuduję cos wartościowego … Kiedyś myślałam ,że jestem silna , a teraz wiem , że jestem słaba i krucha. Po przeczytaniu książki zdałam sobie sprawę jak bardzo się poniżam sama przed sobą. Uważam , że do niczego się nie nadaję i jestem najgorsza. Ludzie którzy nie znają mnie dobrze myślą ,że jestem uśmiechnięta , radosna , a moje życie to beztroska! mylą się , ale o tym wiem tylko Ja! Wiem , że Pani książka może mi pomóc wiec będę czytaj tą i inne do skutku !!!!!!
Dziękuje i pozdrawiam Paulina
Paulino, czytałaś moją książkę, więc wiesz, na czym polega problem w Twojej rodzinie. Wiem, że instynktownie próbujesz przejąć odpowiedzialność za to co się stało i wciąż dzieje, ale to jest droga do nikąd.
Spróbuj rozdzielić to jak żyją Twoi rodzice od własnego zycia. Wiem, ze to się wydaje trudne, bo jesteś z nimi bardzo mocno emocjonalnie zwiazana, ale własnie to emocjonalne przywiązanie sprawia, że bardziej cierpisz. Tym bardziej, że jest to przywiązanie nieracjonalne – bo rodzice wyrządzili Ci krzywdę, nie będąc w stanie dać Ci poczucia bezpieczeństwa i miłości. Nie dali, bo nie mogli. Bo sami tego w sobie nie mieli, bo zapewnie nie dostali tego od swoich rodziców. Nie jest to więc ich wina.
Jedyne i najlepsze co możesz teraz zrobić to zająć się sobą. Twoim zadaniem na przyszłość jest odnaleźć samą siebie, poczucie bezpieczeństwa i wiarę w miłość i dobro. Pewnie zapytasz jak to zrobić, skoro masz w sobie tyle bólu i żalu. Wszystko jest kwestią patrzenia na świat. Można zmienić swój sposób myślenia i widzenia samego siebie i świata. Pomaga w tym psychoterapia, a jak wiesz z mojej ksiązki, w Twoim przypadku najlepsza byłaby terapia dla DDA. Więcej nie wyjaśniam, bo wszystko to napisałam „W dżungli miłości”.
Warto coś zrobić dobrego dla siebie. Siedzenie w miejscu i kręcenie się w kółko w swoich żalach i rozpaczach niczego nie zmieni. Powodzenia.
Witam, czy mogłaby Pani podać tytuł książki nt. historii Kapsztadu i RPA, o której wspomniała Pani w dzisiejszej Audycji? Ja zainteresowałem się RPA dzięki książkom Wilbura Smitha.
Pozdrawiam serdecznie, Piotr
Ta książka to „The Covenant” Jamesa Michenera, naprawdę fascynująca lektura, bo jest to książka historyczna, ale napisana jak świetny film fabularny. Z tego co wiem, nie była wydana w Polsce.
|