|
|
Zanzibarska skrzynka pocztowa (90)
Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Dzień dobry, Pani Beato, Mam na imię Jacek, mam 42 lata, mieszkam w Krakowie. Oglądałem w sobote 20 marca 2010 w TV4 fragment programu Mała czarna gdzie opowiadała Pani i swojej walce z poczuciem braku własnej wartości. Każde słowo było dokładnie o mnie... Dopiero niedawno zdałem sobie sprawe z tego że coś jest źle ze mna. Myślałem o pomocy u psychologa ale nie wierze, ze potrafi mi pomoc. Mam żone, dwójke dzieci. Nic mi sie już nie chce robić. Bardzo proszę napisać kilka słow, co miałbym zrobić w pierwszej kolejności... Jacek
Panie Jacku, brak poczucia własnej wartości to nie przekleństwo. I nie jest to dowód na to, że Pan nie posiada własnej wartości, a tylko na to, że dotychczas Pan jej w sobie nie widział i siebie nie lubił. Zmiana tego stanu nie polega więc na tym, żeby przebudowac całe swoje zycie i wszystko w nim zmienić i stać się innym człowiekiem - ale na tym, żeby zmienić swój sposób myślenia oraz postrzegania samego siebie oraz reszty świata.
To jest jednocześnie łatwe i trudne, ale są sprawdzone sposoby. O tych sposobach, które mi osobiście pomogły i o ćwiczeniach, jakie sobie wymyślałam, żeby zmienić mój sposób myślenia piszę w najnowszej książce pt. "W dzungli samotności", która ukaże się w maju.
Pomoc psychologa czy psychoterapeuty to dobry pomysł. To jest lekarz od duszy, więc jeśli ktoś ma kłopot z własną duszą, to czemu nie zwrócic się po pomoc do specjalisty?...
Droga Beato, piszę do Ciebie tą wiadomość z nadzieją, że zdradzisz mi sekret osiągnięcia takiego sukcesu, jaki Ty osiągnełaś. Mam na imię Karolina, jestem siedemnastoletnią licealistką. Od najmłodszych lat próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie kim chciałabym być, kiedy dorosnę. Niestety dzisiaj jest mi równie trudno odpowiedzieć na to pytanie, co kilka lat temu. Dalej nie mam pojęcia co jest dla mnie najważniejsze w życiu. Kilka dni temu doszłam do wniosku, że tak naprawdę nie wiem kim jestem. Ciągle zmieniam zdanie, plany. Niedawno chciałam zostać socjologiem, poźniej prawnikiem, a jeszcze później geodetą. Teraz nie mam pojęcia. Jestem na profilu humanistycznym, jednak wiem, że nie chcę z tym konkretnie wiązać swojej przyszłości. W szkole nie mam problemów z nauką, praktycznie z wszystkiego potrafię być dobra (oprócz fizyki, niestety :)) Często słucham Twoich audycji na antenie Radia Zet. Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania. Jesteś szczęśliwa i zadowolona z tego, co robisz. Ja także zamierzam dużo podróżować, jak dorosnę. Teraz niestety moi rodzice nie mają na to środków, więc mogę tylko pomarzyć o dalekich wycieczkach. Ale wiem, że kiedyś będę to robiła :) Jednak nie potrafiłabym chyba wiązać swojego zawodu, jak Ty, z podróżami. Chciałabym Cię zapytać, Beato, czy Ty od razu wiedziałaś, co chcesz w życiu robić? Jesteś świetną pisarką i podróżniczką. Jak udało Ci się połączyć te obie profesje? Od czego zaczynałaś? Pozdrawiam Cię serdecznie, Wciąż szukająca siebie, Karolina
Karolino, uspokoję Cię: tego się raczej nie wie. Nie musisz się więc martwić, że brakuje Ci w tej chwili jakiejś ważnej wiedzy. Coś innego jest bardzo ważne i często pomijane przez ludzi. To, że trzeba byc wiernym sobie. Słuchac siebie. Rozumieć swoje uczucia i marzenia. Rozumiesz? Nie szukać odpowiedzi w innych ludziach i nie pytać wszystkich dookoła "jak to zrobić", dlatego że każdy człowiek ma taką wiedzę w sobie, a jedyny problem poloega na tym, że jej w sobie nie szuka.
W szkole ani w domu raczej nie uczy nas się rozmawiania z samym sobą i odczytywania własnych emocji na różne tematy. Tego potem ludziom brakuje w dorosłym życiu i stąd bierze się poczucie zagubienia.
Dokładnie wyjaśniam to w mojej najnowszej książce pt."W dżungli samotności".
A na razie moja rada brzmi: słuchaj siebie, rozmawiaj z własną duszą, pytaj siebie czego pargniesz i co jest dla Ciebie najwazniejsze - i tam znajdziesz odpowiedzi na pytania dotyczące TwojeJ przyszłości. Powodzenia :)
Pani Beato, Na wstępie pragnę Panią serdecznie pozdrowić. Właśnie kupiłam (z polecenia dwóch bliskich mi przyjaciółek) książkę "W dżungli miłości" i przeczytałam kilka fragmentów. Bardzo zapaliłam się do spokojnego jej przeczytania gdyż żywię nadzieję, że będzie ona dla mnie pewnego rodzaju drogowskazem. Chciałabym najpierw zadać Pani jako (jak widzę) osobie bardzo doświadczonej w życiu pytanie: czy jest w ogóle możliwe abym związek, który się rozpadł po 12 latach małżeństwa (no może wisi już na włosku) z powodu tzw. wypalenia i zdrady (ze strony mojego męża) mogła jeszcze ocalić? Czy można człowiekowi, który zdradził zaufać jeszcze kiedyś. Jestem w skrajnej rozpaczy, nie wiem co mam robić i jak, żeby nie popełnić błędu. Bardzo Panią proszę o odpowiedź. Grażyna
Pani Grażyno, widziałam Pani film "Seks w wielkim mieście"? Tam była właśnie taka historia i ktoś w pewnej powiedział, że rozbitego wazonu nie można posklejać, bo zawsze będzie widać ślady kleju. Ale można wyrzucić ten rozbity wazon do kosza i zacząć od nowa. Zupełnie od nowa. Z tym samym mężczyzną, ale pod warunkiem, że odetnie się przeszłość i zapomni o tym, co się stało. Wybaczy i zapomni. Wtedy można na nowo coś razem budować.
Jesli Pani i mąż oboje jesteście na to gotowi - żeby wybaczyć sobie, zamknąć przeszłość i budowac coś wspólnie razem - to na pewno Wam się uda. Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam
Dzień dobry! Chcę podziękować. Za książki, w których się zaczytuję. Bo mają prawdę, której nie widzę w wielu innych, podobnego rodzaju pozycjach. Pomogły, pomagają nadal ;-) Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam bardzo serdecznie :)!
Dziękuję :) Najnowsza książka z tych pomagających ukaże się w maju – „W dżungli samotności” - i będzie opowiadała o tym co zrobić, żeby nie czuć się jak ufoludek w brudnych kaloszach wśród innych pięknych ludzi :)
PANI BEATO PISZE DO PANI PONIEWAŻ...W TEJ CHWILI MAM OCHOTE DO PANI NAPISAĆ.NIE OBCHODZI MNIE CZY TA WIADOMOŚĆ DOJDZIE,CZY MOZE ZAGINIE GDZIEŚ W GĄSZCZU MAILI DO PANI WYSYŁANYCH PRZEZ LUDZI SZUKAJĄCYCH NADZIEJI I SENSU ZYCIA.MOZE POWINIENEM SIĘ NAJPIERW PRZEDSTAWIĆ...MAM NA IMIE PAWEŁ,MAM 23 LATA I JESTEM ALKOHOLIKIEM.JAK KAZDY ALKOHOLIK POTRZEBUJE CZASAMI SIĘ WYGADAĆ:)A CZEMU PANI ZAWRACAM GŁOWE?MOŻE DLATEGO,ŻE JESTEM W TRAKCIE CZYTANIA PANI KSIĄZKI"W DZUNGLI ŻYCIA".A TAK NA MARGINESIE LUBIE CZYTAC:)
KSIĄKE TA PORADZIŁA MI MAMA,BO JAKO JEDYNA WIE ŻE MAM PROBLEM Z ALKOHOLEM.ALE NIE BĘDE SIĘ NAD PANIĄ ZNECAŁ:)CHCEM TYLKO POWIEDZIEĆ ŻE...PODZIWIAM BEATE PAWLIKOWSKA I WSZYSTKICH LUDZI KTÓRZY...SZUKALI A ZNALEŹLI.WIEM.WIEM JESTEM JESZCZE MŁODY I CAŁE ZYCIE PRZEDEMNA,ALE...WŁAŚNIE,ZAWSZE JEST JAKIEŚ "ALE".KAZDEGO DNIA BUDZE SIĘ I MÓWIE SOBIE ŻE BIORE SIĘ W GARŚĆ I JAK TYLKO TAK POMYSLE TO PLAN SIĘ WALI(PRZEPRASZAM ZA SŁOWO).I TAK JEST CODZIENNIE.PIJE CORAZ WIĘCEJ I CZĘSCIEJ BO NIE DAJE RADY,ALE ŻEBY NIE BYŁO NIE PODDAJE SIĘ,BO GŁĘBOKO WIERZE W TO ŻE ZNAJDE SZCZĘCIE,ZNAJD MIŁOŚC,KTÓRĄ SZUKAM OD LAT.KIEDY BYŁEM MAŁY WYCHODZIŁEM NA BALKON W GWIEŹDZISTA NOC I GODZINAMI MARZYŁEM O MIŁOŚCI...TERAZ JUZ NIE MAM BALKONU.RZEKA W KTÓRA WKROCZYŁEM PO LICEUM OKAZAŁA SIĘ ZBYT KRETA I ZA DUŻO W NIEJ WIRÓW,POWOLI NABIERAM WODY,ALE KAPITAN KAZE MI WALCZYĆ DO KACA I NIE WYWIESZE BIAŁEJ FLAGI,BO WIERZE W SWOJE MARZENIA...CHCIAŁBYM PROSIĆ TYLKO PANIĄ,ABY CHOC PANI UWIERZYŁA WE MNIE,CHOC MINUTE O MNIE POMYSLAŁA,SEKUNDA TEZ WYSTARCZY:)BYŁBYM BARDZO WDZIĘCZNY,BO NIE WIEM ILE WYTRZYMAM,ALE SWIADOMOŚĆ ŻE JEST KTOŚ KTO WE MNIE UWIERZY CHOC RAZ DODA MI SIŁY DO DALSZEJ WALKI:)DZIEKUJE ZA....TO ZE NA ŚWIECIE SĄ TACY LUDZIE JAK PANI.POZDRAWIAM:)
Panie Pawle, witam. Bez paniki. Alkoholizm to tylko choroba i można się z niego wyleczyć. Nie wiem ile Pan wie na temat swojej choroby, ale powiem najkrócej jak to możliwe: Kiedy człowiek nie wie co czuje, bo nie został nauczony szacunku dla swoich uczuć i emocji, zaczyna czuć wewnętrzną pustkę i mętlik. Szuka jakiegoś sposobu, żeby się od tej pustki uwolnić, sięga po alkohol. Uzależnia się emocjonalnie i fizycznie, a najważniejszym celem w życiu staje się możliwość zaspokojenia potrzeby, żeby znów się napić i przestać czuć.
To pewnie znasz ze swojego doświadczenia.
Wysyłam Ci więc dobre myśli i wierze w to, że Ci się uda.
Posłuchaj audycji Krzysztofa o 21.00 w niedzielę w Antyradiu, zacznij chodzić na mityngi, daj sobie szansę odzyskać życie. Serdecznie pozdrawiam
Pani Beatko mam do pani wielką prośbę ....
Jak tylko pozwala mi na to czas słucham pani audycji "świat według blondynki" program jak i to czym się pani zajmuje po prostu rewelacja! tylko pozazdrościć ... ;) ale do czego zmierzam jakiś czas temu to było jeszcze przed nowym rokiem opowiadała pani o jakiejś wiosce gdzie tamtejsi mieszkańcy jedli praktycznie cały czas z własnych upraw nijaką kaszę i co więcej nie mieli problemów ze zdrowiem ba dożywali sędziwego wieku co się okazało po zbadaniu tejże kaszy (lub też ryż bo tak też było w tym programie) ma wszystkie witaminy i minerały potrzebne człowiekowi do normalnego funkcjonowania życia wiem też że próbowała ją pani i była zachwycona smakiem i można ją spokojnie dostać w Polsce moja prośba dotyczy nazwy tej kaszy czy jest taka możliwość?????? siedzę już pół dnia na pani stronie i nie mogę tego znaleźć :( bardzo panią proszę o wysłanie linku odnośnie tej wyprawy bądź samej nazwy jeśli ją pani pamięta... Bardzo pani dziękuję a co ważniejsze przepraszam za kłopot......
Z pozdrowieniami - kaczorek ;)
Ta kasza nazywa się QUINOA, po polsku – komosa ryżowa, ale raczej polskiej nazwy w Polsce się nie stosuje. W prawie wszystkich sklepach ze zdrową żywnością widziałam torebki kaszy quinoa (wymawia się: kinoa), jest też do kupienia w Internecie, naprawdę bez problemu. I rzeczywiście jest jedną z najzdrowszych rzeczy na świecie, jest bardzo smaczna i łatwa do przygotowania :)
P.S. A "wioska", gdzie wszyscy jąjedli nazywa się Peru, bo tam własnie w Imperium Inków ta kasza była podstawą odżywiania i jadł ja każdy wojownik, żeby mieć siłę :)
bardzo prosze niech mi pani powie gdzie moge nabyc"w dzunglii milosci" po angielsku.mieszkam w irlandii i opowiadalem o pani moim przyjaciolom,chcialbym im podarowac pani ksiazke,dzieki pani dowiedzialem sie ze jestem DDA .i przy okazii zdalem sobie sprawe z mojego alkocholizmu .dzis jestem ponad 14 miesiecy trzezwy i moje zycie jest wspaniale.bardzo prosze mi pomodz.dzieki:) jarek
Panie Jarku, ciesze się i gratuluje, że odnalazł Pan samego siebie i trzymam kciuki, żeby tak juz zostało. Książka "W dzungli milości" ukazała się tylko po polsku, więc w znalezieniu angielskiej wersji nie mogę Panu pomóc. Chyba że zna Pan kogoś, kto chce ją wydac po angielsku :)
Kilka dni temu w bibliotece sięgnęłam po Twoją książke "W dżungli niepewności". Wcześniej nie byłam Twoją fanką, ale przyznaje, że już po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron moje zdanie na Twój temat się definitywnie zmieniło. Wiec aktualnie zaliczam sie do osób podziwiających Cie, i to nie tylko za podróże lecz za siłe... albo i podróż, tak jak napisałaś... tą najdłuższą podróż - podróż życia.
Biorąc przykład z Moniki mam nadzieję, że również na moje kilka pytań znajdziesz chwilke:) a więc... Po pierwsze napisałaś: "Hoduj w sobie drzewo siły - wtedy zawsze będziesz mogła sie na nim oprzeć". Trzeba dbać, podlewać, .... tak wiem. Ale skąd wziąść nasionko?? (sadzonkę - to takie zboczenia córki ogrodnika) Skąd czerpać siły? Mimo, że mam dopiero 17 lat w życiu przeżyłam naprawde wiele... zadam Ci pytanie, które zadaje autor książko "Bikini": co zrobić gdy w zyciu widzialo się tyle zła?
Myślałam, że tego nie napisze, ale nie moge sobie pozwolic aby to pominąć. Napisałaś również, że syty posiłek jesz gdy czujesz głód, bo wtedy wiesz, że Twój organizm potrzebuje energi. A co jeśli ktoś nie odczuwa tego glodu spowodowanego brakiem energi? Co z tymi, którzy czasem wręcz muszą się zmuszać aby zjeść coś (najczęściej slodkigo) albo nie jeść?? Co z chorymi na cukrzyce? Nie musisz odpowiadac na to pytanie, bo wiem, ze nie jesteś dietetykiem. PS: Potwierdzam słowa, że Ty i Monika jesteście szczęścirami mogącymi biegać, pływać, ćwiczyć kiedy tylko chcecie i nic nie stoi ponad Waszą codzienność. Dziękuje za tą książkę. Obiecuje, że przeczytam ją do końca, a później jak najszybciej sięgnę po (jakby) pierwszą część "W dżungli niepewności", a mianowicie "W dżungli życia". Beata (chcąca kiedyś dopisać: "Dyr.")
Beato, która na pewno też będzie "Dyr." :)
Trafiłaś w sedno. Tego nasionka brakowało i o tym własnie napisałam najnowszą książkę, która ukaże się w maju i będzie miała tytuł "W dzungli samotności". Wyjasniam w tej książce to, co trzeba wiedzieć na początku. Skąd wziąć w sobie siłę i w jaki sposób uwolnić się od wszystkiego, co Ci w tym przeszkadza, także od złych wspomnień i przeżyć. Są tam konkretne ćwiczenia i i praktyczne wskazówki z mojego doświadczenia.
W sprawie jedzenia powiem tylko tyle, że zdrowy człowiek to taki, który ma zdrowe ciało i zdrową duszę. Wtedy usłyszy swój głód i dostarczy swojemu organizmowi tego, czego potrzebuje. Jesli ktoś jest chory, to musi się stosować do wskazówek swojego lekarza.
Trzymam kciuki i życzę Ci jak najszybszego dotarcia do pokoju dyrektorskiego :)
Witam Pani Beato, Oglądałem program z Pani udziałem" Mała Czarna", był portuszany temat o samotności, strachu własnej wartości ...ect. Moje pytanie jest takie, była mowa o Pani książce na ten teman ale za poźno włączyłem TV i nie usłyszałem tytułu oraz kiedy można będzie ją kupić . Bardzo proszę o informację i będę wdzięczny za odpowiedź na mojego maila Dziękuję i pozdzdrawiam Robert
Ta książka ukaże się w maju i będzie miała tytuł "W dżungli samotności". I będzie czwartą z serii książek i życiowych dżunglach, bo pierwszymi tomami tej serii były "W dżungli życia", "W dzungli miłości" oraz "W dzungli niepewności".
Pani Beato, książkę "W dżungli życia" przyniosła mi moja uczennica (uczę polskiego i francuskiego w szkole podstawowej w Łodzi) i jestem tak bardzo nią poruszona, ponieważ wszystko to, co chciałam przekazać moim córkom (6 i 10 lat), tutaj odnalazłam. W wielu opisanych przez Panią sytuacjach czułam podobnie, wiele zdarzeń było i moim udziałem, są też momenty, z którymi borykam się w chwili obecnej. Czytając nieraz miałam wrażenie, że to zapis moich myśli i moich doświadczeń. Jedno jest pewne, nie umiałabym tak doskonale tego zebrać, wywarzyć i opisać. Wkrótce dam tę książkę mojej starszej córce na 10. urodziny. Kupię oczywiście pozostałe części "W dżungli miłości", "W dżungli niepweności". Dziekuję. Ania.
Pani Aniu, cieszę się, bo opowiedziałam w tej książce o moim życiu i o tym, co najwazniejszego w nim odkryłam, własnie po to, żeby nazwać to, co było nienazwane, bo często umyka słowom :)
Moja najnowsza książka z tej serii będzie miała tytuł "W dzungli samotności" i ukaże się w maju. Jest w całości poświęcona braku poczucia własnej wartości. Tłumaczę w niej skąd się ten brak bierze, do czego prowadzi i jak można go wypełnić :)
Dzień dobry,
Nie mam pojęcia od czego zacząć.
Pochłonęłam Pani książkę "W dżungli miłości"... W życiu nie spoedziawałam się, że odnajdę w niej tyle wartościowych informacji na swój temat ...
Wyłam czytając kolejne strony na temat DDA i osobowości leniwca. Bo dowiedziałam się z tej książki, że taka jestem. Mogę podpisać się pod każdym zdaniem, słowem napisanym na temat DDA, pomimo, że nadal po przeczytaniu książki uważam, że nie pochodzę z rodziny, w której chociaż jeden z rodziców był alkoholikiem. Piszę był, ponieważ teraz widzę, że akohlokiem jest mój ojciec co mnie szczerze mówiąc dobija. Ale taka jest prawda. Jak to moja koleżanka stwierdziła ja po prostu pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny.. Zero rozmów, zero okazywania uczuć, wszystko zawsze było bez sensu, głupie, brzydkie, mnóstwo oczekiwań, zero pochwal, wieczne niezadowolenie z życia....
Może dlatego taka jestem. Może dlatego mimo, że wcale nie jestem brzydka i głupia, taką właśnie siebie widzę. I szczerze mówiąc widziałabym siebie taką dalej gdyby nie ta książka. Nie miałam pojęcia o wielu rzeczach.
Dała mi ta książka mnóstwo energii. Dużo do myślenia. Mówi, że moje życie się nie skończyło, że mogę coś z tym zrobić zamiast wegetować.
Tego chcę. I wierzę, że uda mi sie odnaleźć swoje miejsce na ziemi i swoją drogę w życiu.
Nadal nie wiem, czy decyzja o odejściu od męża jest właściwa i słuszna. Nadal mam strasznie, ogromnie dużo wątpliwości i poczucia ogromnej odpowiedzialności za to co stanie się z jego życiem po rozwodzie i jak bardzo odwróci się ode mnie rodzina.
Ale też wiem, że życie, które teraz prowadzę nie jest moim życiem. Nie tego chcę, nie to jest moim marzeniem. Spełniłam oczekiwania innych kompletnie odsuwając na bok moje własne pragnienia i marzenia. Inni są szcześliwi. Mój mąż bo ma tą swoją żonę, czyli wypełnia szczebelki życia tak jak to powinno być. Matka, bo dziecko ma w końcu z głowy i może odetchnąć z ulgą, bo już w końcu nie musi się mną zajmować, płacić, teraz jest mąż, który "jest jaki jest, ale ja muszę nauczyć się z nim żyć, bo przecież widziałam co biorę". Itd.
Kompletnie się pogubiłam.
Nawet jak to piszę to aż sama nie wierzę w to jak jest. Jak bardzo to wszystko co jest nie jest moje tylko czyjeś, cyjeś oczekiwania, marzenia. A ja ciągle brnę w to, bo nie chcę absolutie wyjść na egoistkę i zawieżć bliskich. Chcę być taka jaką mnie sobie narysowali.
Coś strasznego.
Szkoda, że tak strasznie trudo jest znależć w sobie, w życiu szarego człowieka tyle siły i odwagi, żeby cokolwiek zmienić, zmienić całkowicie swoje życie, wiedząc jakie mogą być konsekwencje tych zmian.
I tak przyznaję nadal myśląc o zmianach myślę o tym co na to inni, co z ężem. Mam wrażenie, że jeśli oni będą szcześliwi to ja też i na odwrót. A to chyba błędne koło.
Nie wiem już sama.
Nie mam pojęcia czemu Pani to piszę, co to ma wspólnego z Panią.
Po prostu dziękuję za książkę. Otwiera oczy.
Pozdrawiam, Kornelia
Pani Kornelio, myślę, że totalne pogubienie jest juz poza Panią. Bo teraz zaczyna Pani widzieć z czego się brało i do czego doprowadziło. Brało się oczywiście stąd, że straciła Pani kontakt ze swoim prawdziwym "ja", czyli ze swoimi prawdziwymi uczuciami. Trzeba było je chowac i tłumić po to, żeby obowiązkowo wypełniać oczekiwania innych ludzi. Ale tak się nie da na dłuższą metę.
Człowiek, który ukrywa swoje prawdziwe emocje przed samym sobą w pewnej chwili zaczyna się dusić i musi szukać powietrza, żeby znów móc oddychac. To jest sprawa pomiędzy Panią i Pani duszą. Współczuję, że jest Pani DDA, ale najlepsze w tym jest to, że teraz jako dorosła osoba może Pani samej sobie dac to wszystko, czego nie dali Pani kiedyś rodzice - poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkową miłość. Życzę szczęścia, trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam :)
Dzień Dobry Pani Beato, zawsze Pani zdjęcia wywołują pragnienie podróżowania do tych miejsc, które Pani była. Zdjęcia, które Pani pstryka zawsze mają żywe, energiczne kolory.Są przepełnione pozytywną energią i pięknem oraz pragnieniem podróżowania. Pokazują to co Pani najbardziej kocha - Pasję Życia.
Chciałbym wiedzieć jeśli można, czy Pani używa do Swojego aparatu filtra polaryzacyjnego oraz, czy Pani ma zamiar w przyszłości otworzyć Swoja Galerię Fotograficzną w Warszawie lub w innym mieście aby pokazać Swoje najpiękniejsze fotografie?
Dziękuję, z szacunkiem Marek
Witam, wlasnie obejrzalam pani galerie z Indii i Zanzibaru jest cudowna.Chcialam zapytac jakiego uzywa pani aparatu ?,gdyz pani zdjecia sa niesamowite.
Pozdrawiam Natalka ;)
Bardzo lubię robić zdjęcia. Nawet mimo tego, że profesjonalny aparat fotograficzny jest duży i ciężki, i trzeba go zawsze ze soba nosić :) Ale przyjemność płynąca z uchwycenia czegoś niezwykłego jest nieporównywalnie większa. Więc z radością dźwigam aparat i dwa dodatkowe obiektywy - po to, żeby móc w różnych sytuacjach, przy różnym oświetleniu i różnej perspektywie, dobrać odpowiedni obiektyw i zrobić takie zdjęcie, jakie sobie wyobrażam.
Nie używam filtra polaryzacyjnego. Od wielu lat fotografuję aparatami Canon z serii EOS.
Pomysł z wystawą fotografii jest inspirujący :) Dziękuję :)
Pani Beato Kardamonu nie wygrałem. Ale to nic. Właśnie siedzę sobie w fotelu, słucham Pani program, popijam kawę z kardamonem. Pyszną:-) Taką arabską (nauczyłem się pić taką pracując w jednym z krajów arabskich). A jak jeszcze zaprezentuje Pani kolejną piosenkę z nowej płyty Sade, to chyba pójdę po nią do sklepu (zaczyna mi się coraz bardziej podobać). Niedzielne przedpołudnia z Pani audycją to jest coś co bardzo lubię:-) Pozdrawiam i życzę powodzenia w kolejnych wyprawach. Zibi z Zielonej Góry.
Prawdę mówiąc nowa płyta Sade przy pierwszym i drugim przesłuchaniu nie robi wielkiego wrażenia, ale jest w niej coś wciągającego, i im dłużej się jej slucha, tym więcej znajduje się w niej różnych dziwnych cieni, brzmień i zasłuchań. Ale nie jest to płyta wesoła. Tylko dwie piosenki - tytułowa i ta, którą dzisiaj zagrałam, są żywsze w nastroju. Pozostałe to zimowa malowanka lekko szorstkim, aksamitnym, dymnym głosem. Do kawy z kardamonem na pewno pasuje :)
|