onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Cejlońska skrzynka pocztowa (87)

Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Droga Pani Beato,

Wybieram sie w październiku do Malezji, po raz pierwszy w tą część świata.

Czy mogłaby Pani doradzić jak się najlepiej przygotować do tej podróży
oraz czego ewentualnie nie robić?

Jak chroni się Pani przed chorobami panującymi w tamtych krajach?
Bierze Pani zawsze tabletki na malarie? Ponoć nie zapewniają one
ochrony i niszczą bardzo organizm.

Może Pani poradzić gdzie u nas mozna kupic moskitiere? Szukalam po
sklepach, niestety bez sukcesu.

Pozdrowienia z Koszalina
Kasia

Pani Kasiu,

nie zawsze biorę tabletki profilaktyczne przeciw malarii, ale wiele zależy od tego w jakie konkretne miejsce Pani jedzie. W górach nie ma raczej moskitów, więc nie ma też zagrożenia malarią. Zależy też jak długo będzie Pani w regionach zagorżonych malarią.

O wszystkich szczegółach dotyczących malarii oraz wszystkich innych chorób tropikalnych napisałam w książce "Poradnik globtrotera" - proszę tam zajrzeć. http://www.beatapawlikowska.com/books,list,39.html

Malezja to bezpieczny i przyjazny kraj, więc jestem pewna, że przy odrobinie zdrowego rozsądku będzie Pani miała szczęsliwą podróż.

Moskitierę najlepiej kupic tam, gdzie jest ona najczęściej używana - czyli na miejscu. Będzie najlepiej dostosowana do lokalnych warunków i pewnie znacznie tańsza niż w Polsce.
Witam Szanowną Szamankę ! ;D
Po ostatnich fotografiach z Cejlonu jestem zaintrygowany jaki ma Pani
model aparatu i obiektyw. Sam od 3 lat już robię zdjęcia i właśnie
przymierzam się do zmiany mojej lustrzanki;) Podejrzewam, że nadal
jest Pani fanką Canonów, bo od paru lat widzę Panią właśnie z
aparatami tej marki.

Pozdrawiam
Kuba z Oliwkowa


Od wielu lat uzywam aparatów Canon, zmieniam tylko kolejne modele :) Teraz mam EOS 5D Mark II, z obiektywami także Canona, stałą ogniskową 20 mm, profesjolanym zoomem 70 - 200 mm oraz 100 - 400 mm.
Dzien dobry! Mam na imię Mateusz. Pewnie dostaje Pani setki emaili wiec obiecuje ze moj nie bedzie zbyt dlugi. Zaczne od konca. Pozdrowienia z Tanzanii. Czesto ogladalem  zdjecia z Pani ksiazkach i wyobrazalem sobie jak tam moze byc. Teraz jestem tutaj i nieraz sam nie moge uwierzyc ze to sie dzieje naprawde. Wczoraj bylem w Mwanzie i stalem sobie przy tym samym dworcu na ktorym Pani tez byla. Marzenia sie spelniaja :) Pracuje w Dar es Salaam jako wolontariusz- nauczyciel jezyka angielskiego. Jestem tu od dwoch miesiecy i pozostane jeszcze przez miesiac. Poza zajeciami cwicze jezyk suahili i staram sie jak najwiecej podrozowac po kraju. Tanzania jest niesamowita. A moze przypadkiem Pani tez jest teraz w Dar es Salaam?
Pozdrowienia
Mateusz


Panie Mateuszu, gratuluje :) To super, że spełnia pan swoje marzenia, a jednoczesnie daje cos z siebie innym ludziom :)

W tej chwili nie jestem akurat w Dar es Salaam, ale jutro będę w Kolombo na Sri Lance i stamtąd już teraz serdecznie pozdrawiam :)
Dzień Dobry Pani Beato:)
Na wstępie pozdrawiam. List ten kieruje właśnie do pani, gdyż jest pani dla mnie znawcą nie tylko w dziedzinie podróżowania ale również życia. Nazywam się Kasia .Mam 22 lata. Moje życie nigdy nie było usłane różane. Pochodzę z niezamożnej, wielodzietnej rodziny. Jako piąta w kolejności zawsze zostawałam w cieniu starszego rodzeństwa i żyłam w poczuciu udowadniania rodzicom jaka jestem wspaniała. Ostatnio zakończyłam kolejny etap zycia. Obroniłam licencjat jednak na dzień dzisiejszy nie chciałabym pracować jako administrator bo taki zaawód uzyskałam. Nie jestem też przekonana do dalszej nauki. Dlatego przeprowadziłam się do Warszawy, postanowiłam zrobić pauzę i zastanowić się nad swoim życiem. Ostatnio była ku temu okazja ale z niej nie skorzystałam. Głównym powodem byli rodzice. Otóż wysyłając Cv natrafiłam na ofertę pracy pewnej firmy której prezes wyrusza w rejs dookoła świata i potrzebuje kucharza. Wysłałam CV, przeszłam rozmowę kwalifikacyjną i zaproponowali mi pracę.Obecnie ten statek jest w porcie w Argentynie. Miałabym tam dolecieć samolotem już w przyszłą srodę. załoga liczy prezesa, jego żonę, osobę odpowiedzialną za sprawy organizacyjnę, kapitana , kucharza i pomoc kucharza.Ekipa ta płynie już 2 rok i jeszcze 3 lata przed nimi. Pani Beato proszę mi powiedzieć czy słusznie zrobiłam?miałam obawy zwiazane z tą firmą,z tym ,że to inny kontynent, że po odbiorze z lotniska wywiozą mnie do domu publicznego,z drugiej strony marzy mi się zwiedzenie Ameryki Południowej i np. dołączenie kiedyś do jednej z pani wypraw .Cokolwiek bym nie zrobiła targają mną w tym momencie sprzeczne odczucia.Jestem trochę załamana bo może lepiej żebym nie natrafiła na tą ofertę. Może lepiej czasami byłoby nie mieć rodziny skoro potrafią jedynie blokować marzenia? a może są dobrymi wskazówkami dla naszego życia.Jestem w rozsypce bo zawsze chciałam podrózować a wynika to z potrzeby poznania swiata którego mam niedosyt. Rodzice nigdy nie ogrganizowali nam wakacji. Spędzałam je na wsi z rodzeństwem rok w rok.Pani Beato teraz jest  we mnie jeszcze więcej determinacji żeby tam kiedyś pojechać tylko jak to zrobić? Chciałabym resztę życia spędzić ciekawie i w zgodzie ze sobą. Proszę o radę. Pozdrawiam


Kasiu,

dla mnie sprawa jest jasna jak słonce.

Jeśli podczas rozmowy kwalifikacyjnej miałaś mieszane uczucia i wrażenie, że nie jesteś pewna czy możesz tym ludziom zaufać, nie przyjmuj tej propozycji.

Argument, że chcesz zobaczyć Amerykę Południową jest fajny, ale w tej sytuacji całkiem nieadekwatny. Jeśli naprawdę tego chcesz,. To prędzej czy później życie Ci to umożliwi, jestem tego pewna.

Myślę, że popełniasz ten pewien błąd w myśleniu, zrzucając winę za cokolwiek na twoich rodziców. Jesteś dorosła, teraz Ty w pełni odpowiadasz za swoje życie i za decyzje.

Twoi rodzice maja własne życie i ze swojej perspektywy próbują Ci pomagać. Na pewno maja dobre intencje, ale niekoniecznie zawsze maja rację.

Mądrze jest wysłuchać co mają do powiedzenia, ale potem zapytać swojego serca i wsłuchać się w jego odpowiedź.

Jeśli masz wątpliwości co do tej oferty, na Twoim miejscu nie przyjęłabym jej, bo ryzyko jest zbyt duże.

Jeśli w ogóle masz mętlik w głowie i zupełnie nie wiesz co myśleć, odłóż te sprawę na bliżej nieokreśloną przyszłość i przestań się nią zajmować. To sprawi, ze uwolnisz swoje myśli, które w stresie nigdy nie pracują najlepiej. Odpuść całkowicie. Wyluzuj. I wtedy zobaczysz, ze pojawi się dobre rozwiązanie.

Trzymam kciuki :)
Witam. Zwracam się do Pani z prośbą o pomoc w formie porady. Jestem ojcem " szalonej " córki, która pracuje po to by podróżować. Obecnie wybiera się do Jordanii a ja dostaję histerii na myśl co może Ją tam spotkać. Chciałbym wyposażyć Ją w jakiś lokalizator GPS dzięki któremu mogłaby, będąc nawet na pustyni wysłać jakiś sygnał SOS który ja mógłbym w jakiś sposób odebrać i córkę odnaleźć. Pani dużo podróżuje, może spotkała się Pani z takim urządzeniem i mogłaby, oraz zechciałaby pomóc mi poprzez informację gdzie takie coś można nabyć i czy coś takiego istnieje. Mieszkam w Sosnowcu i gdziekolwiek się o coś takiego pytałem, to oferowano mi urządzenie do śledzenia floty samochodowej, działającej na zasadzie łączności komórkowej :( , na moje oświadczenie, że na pustyni komórka raczej nie będzie działać, często otrzymywałem odpowiedź, że bezpieczniej będzie wcale nie jechać :( . A przecież nie o to chodzi. Dlatego zwracam się do Pani z moją prośbą o pomoc. Proszę o jakieś info. Z poważaniem,

Andrzej


Panie Andrzeju, witam,

nie wiem ile Pana córka ma lat, ale skoro pracuje, to chyba jest już pełnoletnia. Nie znam niestety takiego urządzenia, które działałoby zawsze i wszędzie, bez prądu i baterii i w każdych warunkach. Mam jednak wrażenie, ze to, czego potrzebuje Pan najbardziej to nie jest ten wynalazek, tylko umiejętność znalezienia spokoju we własnej duszy.

Jeśli córkę ciągnie na pustynię, to szuka tam czegoś, co prawdopodobnie jest dla niej ważne. Rozumiem, ze martwi się Pan o nią i czuje się Pan za nią odpowiedzialny, ale w gruncie rzeczy każdy z nas jest odpowiedzialny za samego siebie. Myślę więc, że raczej dobrze byłoby wyposażyć córkę w taki zapas odpowiedzialności, żeby mógł Pan mieć do niej zaufanie.

Bo nawet gdyby miała cudowny GPS, to i tak nie wiadomo czy chciałaby go użyć w razie potrzeby, prawda?

Wydaje mi się, że każdy człowiek musi się nauczyć odpowiedzialności za własne życie. Jeśli nie zdobędzie tej umiejętności, wiecznie będzie błądził. Może pana córka pozornie jedzie na te pustynię, żeby zabłądzić i jednocześnie odnaleźć właściwy kierunek?...

Mam 16 lat. Trudno mi o tym pisać.

Wakacje,grill i niepewność...głupota,nieodpowiedzialność...zadanie się z nieodpowiednią osobą. A teraz tylko strach i jeszcze raz strach. Chciałabym prosić o radę. Nie wiem co bym zrobiła gdybym miala juz 100% pewność , że tak. Nie spojrzałabym mamie w oczy ani wszystkim ludziom, dla których zawsze byłam wzorem pod kazdym wzgledem.Zawiodłabym ich wszystkich...siebie juz zawiodłam.
Wiem, że nie pozwoliłabym, aby kto kolwiek się o tym dowiedział , ale wiem też , że nie pozwoliłabym, żeby to małe życie samo odeszło z tego świata.

Wiem, że kiedy okaże się to prawdą...będe musiała odejść z nim tm gdzie nikt nas nie znajdzie...nie będe mogła nikomu powiedzieć...zresztą a nie wiem co mam myśleć, potrzebuję pomocy...
nie mam wielu osób, którym chciałabym o tym powiedzieć...
Ten chłopak...to całkowita porażka...ale nie mam do niego pretensji, w razie czego konsekwencje poniose ja...i tylko wylacznie ja...
Nie pozwole mojej mamie sie wstydzic...chce żeby mnie zapamietali taka jaka jestem...odpowiedzialna,miła,pomocna i zawsze myśląca za wszystkich...
A teraz zawiodłam...moja koleżanka mówi mi,że wrazie czego samobójstwo ma mi nawet nie przejsc przez głowe, ze mam powiedziec mamie...

A ja wiem, że tego nie zrobiem wiem , że nikt z moich bliskich na to nie zasluguje i wiem, że nie mogłabym zniszczyć temu chłopakowi życia...

Proszę o kilka słów...cokolwiek:( Nie musi Pani publikować tego listu...ja mogę nawet usłyszeć" Ty nieodpowiedzialna małolato’ ale proszę o pomoc

Ania


Aniu,

myślę, że w ogóle z niewłaściwej strony do tego podchodzisz.

Po pierwsze: nawet bardzo dorośli ludzie bywają nieodpowiedzialni i popełniają błędy. To nic strasznego. Nie musisz być najlepsza ani idealna, bo nikt taki nie jest. Jeśli stworzyłaś wcześniej taką iluzję, ze jesteś „idealną córką”, to prędzej czy później ta iluzja musiała polec. Nie ma ludzi idealnych. Każdy ma prawo popełnić błąd albo zrobi coś głupiego.

Sztuka polega na tym, żeby nie powtarzać takich błędów i wyciągnąć konstruktywny wniosek z tego, co się stało.

Po drugie: nie jesteś na świecie sama. Nie musisz sama zostać ze sprawą, która w tej chwili przerasta Twoje siły i sprawia, że czujesz się bezradna.

Proponuję, żebyś znalazła dorosłego, z którym będziesz mogła porozmawiać, zwierzyć się i poprosić o radę. Jeśli nie masz odwagi porozmawiać ze swoimi rodzicami, znajdź psychologa. Psychologowie są po to, żeby pomóc rozwiązać problemy, które wydają się nierozwiązywalne.

Po trzecie: zaufaj Przeznaczeniu. Niektórzy nazywają to Bogiem, inni Siłą Wyższą, inni Losem albo Przeznaczeniem. Chodzi o to, że jest jakaś siła, która stoi przy Tobie jak Anioł Stróż i nie pozwoli Cię skrzywdzić. Być może to dziecko, które może przyjdzie na świat, to najlepsza rzecz w Twoim życiu, ale będziesz to mogła stwierdzić dopiero po tym jak weźmiesz je w ramiona?...

Pozdrawiam Cię i namawiam Cię mocno, żebyś nie męczyła się sama z tym problemem, tylko poszukała rady i życzliwej pomocy.
Dobry wieczor Pani Beato

Tydzien temu do Pani pisalam o pasji zyciowej i pasji zycia :)strasznie sie rozpisalam i pewnie nie na temat, ale coz..jak sie dopadne do klawiatury to nie moge przestac..

Wciaz jestem pod wrazeniem pani ksiazki..

Narodzilo sie we mnie takie pytanie: czy osoba uzalezniona nie ma wiekszych szans na budowanie silnej woli i kontrole nad swoim uzaleznieniem? troche takie mialam odczucie czytajac ’’w dzungli milosci’’.wiele w ksiazce jest jak uwolnic sie od takich osob.niewiele, jak przestac byc  taka osoba albo co z taka osoba zrobic. przyznam sie ze mam 2 uzaleznionych ojcow(pierwszy zmarl po 30 latach picia-doslownie utopil sie w wodce) drugi wciaz udaje ze nic sie nie dzieje.moja mama podobnie- zameka oczy.

a sama mam problemy z uzaleznieniem. na szczescie nie od alkoholu papierosow czy narkotykow. moje uzaleznienie nie jest toksyczne, mam przez nie nadwage i cienszy portfel bo na jedzenie wydaje 2 azy za duzo.

przez 3 lata walkowalam moje wnetrze u psychologow- i co? nabawilam sie jedynie kompleksow, rodzina mnie nienawidzi, a swiat jesz szary brzydki i niewesoly, a ja dalej sie opycham zeby nie czuc samotnosci

jesli czlkowiek uzalezniony nie ma silnej woli a psycholog nie pomaga, co wtedy? co robic?
czekac az wszyscy odrzuca- bo osoba uzalezniona to wampir energetyczny?
czy moze wyprowac sobie zyly w walce z wiatrakami i tym wiatrakom poswiecic zycie?
zastanawia mnie to co Pani napisala o uzaleznionych.

nie maja drogi wyjscia. nie maja silnej woli , a niestety terapeuci potrafia namieszac w duszy i zyciu.

jako ktos w pewien sposob uzalezniony, moge powiedziec, ze alkoholikom napewno przydalaby sie
osoba ktora w nich wierzy, ktos kto powie- uda ci sie! zycie ma sens!osoba, albo ksiazka,instrukcja typu- jak uwierzyc w siebie. brak takich osob, brak wiary w czlowieka moim zdaniem jest jednym z powodow uzaleznien. nie jestem psychiatra, czy terapeuta. nie znam sie na tym, ale
wiem na 100% ze  uzalezniony potrzebuje wiary,akceptacji, wsparcia i ciepla innych ludzi.
tego wlasnie zycze wszystkim uzaleznionym mniej, lub bardziej.zeby nigdy nie zostali sami.

pozdrawiam serdecznie,
przesylam duzoooo duuuuuzo slonca z niemieckieo Lüsche w ktorym poza konmi, sloncem i polami popkornu nie ma nic wiecej

z szacunkiem
Ania

Pani Aniu, w rozdziale o współuzależnieniu napisałam o tym, co może zrobić osoba związana z człowiekiem uzależnionym. Nie może zyc za niego. Nie może wyciągnąć go z choroby. Nie może najczęściej nawet otworzyć mu oczu na tę chorobę, bo uzależnienie jest czymś w rodzaju emocjonalnego nowotworu duszy, który ma wpływ na wszystkie myśli i czyny człowieka. Nie pozwala mu wyjść z choroby. Chce go zatrzymać w uzależnieniu, podsuwając mu masę pozornie racjonalnych powodów dlaczego „nie jest tak źle”, „mogę przestać jeśli zechcę”, „dobrze mi z tym” i tak dalej.

Rozumie Pani? Każdy człowiek ma swoje życie do przeżycia i każdy musi sam zadbać o to, żeby być zdrowym i szczęśliwym.

Dlatego najczęściej uzależnieni ludzie nie zaczynają się leczyć dopóki nie maja absolutnie innego wyjścia.

Bo z czego bierze się uzależnienie? Z tego, ze człowiek ma w duszy jakąś pustkę, jakiś wewnętrzny konflikt, jakiś brak. Nie jest szczęśliwy sam ze sobą, bo nieustannie szuka jakiegos źródła radości i szczęścia. Kiedy odkrywa, ze chwile radości albo zapomnienia daje alkohol albo jedzenie albo internet czy narkotyki, uzależnia się od nich, bo uzależniając swoja dusze, pozwala tez, żeby uzależniło się jego ciało.

I tak tworzy się zaklęte kolo, z którego coraz trudniej wyjść.

Ale można z niego wyjść i wyzdrowieć.

Wydaje mi się, że najwalniejsze jest odnalezienie samego siebie. Trzeba zrozumieć, że człowiek sam może dać sobie szczęście i nie jest potrzebna do tego żadna osoba ani substancja z zewnątrz. Uwierzyć w to, ze nic mi dzisiaj nie brakuje do tego, żeby czuć się szczęśliwym czlowiekiem, bo szczęście bierze się ze mnie. Z mojego nastawienia do samego siebie i do rzeczywistości.

W jednym liście nie rozwiążę problemu uzależnienia, ale proszę zajrzeć do książki, która ma się ukazać w październiku, pt. „W dżungli niepewności”. Jest to zapis mailowej rozmowy, jaką prowadziłam przez wiele miesięcy z dziewczyną uzależnioną od jedzenia. W tej książce jest dużo o tym czym jest uzależnienie i o tym, co zrobić, żeby poczuć się dobrze z samym sobą :)
Powrót