Dzisiejszą zagadkę przysłała Emilia, za co dziękuję. Na zwycięzcę jak zwykle czeka nagroda, a ja zyczę Wam milego i słonecznego poniedziałku :)
- Watsonie, co robisz? – Zapytał Sherlock odpalając fajkę.
- Usiłuję przejrzeć i uporządkować korespondencję. Spójrz ile się tego nazbierało podczas naszego pobytu na Gomerze. Widać, że sezon urlopowy w pełni, bo aż roi się tu od pocztówek z różnych miejsc świata. Kolumbia, Brazylia i Peru, o i spójrz mamy list od pana Melasa.
- To miłe. Co tam u niego? Słyszałem, że sporo podróżuje.
Watson otworzył szarą kopertę i przebiegł wzrokiem po kartce. Widać, że list pisany był w pośpiechu.
- Halo! Watsonie! Może zechciałbyś poinformować mnie o treści listu. Jest on przecież… Ale, mój drogi. Strasznie zbladłeś.
Doktor bez słowa wręczył przyjacielowi kartkę. Sherlock rozparłszy się w fotelu zaczął czytać:
„Drodzy Panowie!
Żadne słowa nie wyrażą nigdy mej wdzięczności za uratowanie życia. Nie śmiałbym prosić o nic więcej, ale teraz chodzi o życie kogoś innego. Pamiętacie Sophię? Z informacji, które otrzymałem wynika, że została porwana i uwięziona. Wiecie przecież jak zginął jej brat więc zgodzicie się ze mną, że trzeba odnaleźć miejsce, w którym ją przetrzymują. Kilka dni temu młody Indianin przyniósł mi spory liść bananowca, wyszeptał „Sophy” i zniknął. Nie bez trudu udało mi się rozszyfrować widniejące na liściu zdanie, które brzmi tak: „My, nie, pozbawione środka i tłumaczona na polski siostra Scarlet w opuszczonym prawie potoku.” Jestem pewien, iż Sophia chcę przekazać nam w ten sposób gdzie należy jej szukać.
Liczę na Waszą pomoc.
Z uszanowaniem.
Melas”

To jest wóz pełen kwiatów, który przyjechał dzisiaj do mnie od Eagle - dziękuję :)
Dziękuję Wam za imieninowe zyczenia, stawiam na stole zielone winogrona, gruszki, brzoskwinie i śweży słonecznik :) Częstujcie się :)