Co to jest: słodkie, twarde, małe, zawinięte w papierek?
Cukierek, prawda?
Ale jeśli cukierek jest przywieziony prosto z Peru, to można się spodziewać, że nie będzie zwykłym, słodkim cukierkiem, leczy czymś znacznie więcej. I tak właśnie jest, szczególnie w przypadku cukierków zrobionych z koki.

Mówiłam i pisałam o tym wiele razy, ale na wszelki wypadek przypomnę:
Koka jest rośliną, która rośnie w Ameryce Południowej. Ma podłużne, gładkie listki, których cudowne właściwości wiele setek lat temu zostały odkryte przez Indian mieszkających w Andach.
Żucie listków koki pomaga na ból głowy, dodaje energii, gasi głód i pragnienie, dodaje siły, a także zapobiega objawom choroby wysokościowej.
W Imperium Inków w Peru żucie listków koki było zastrzeżone tylko dla ludzi wysokich rangą i szlachetnie urodzonych.
Dzisiaj świeże albo suszone listki koki można kupić na każdym targowisku.

Co mają wspólnego z kokainą?
To samo, co żyto ma wspólnego z wódką, a winogrona z winem.
Koka jest pożytecznym i nieszkodliwym owocem natury, z której człowiek za pomocą skomplikowanych procesów chemicznych potrafi zrobić substancję szkodliwą dla zdrowia i uzależniającą. Potrafi zresztą nie tylko stworzyć taką substancję, ale potem z własnej woli ją spożywa, dobrowolnie zatruwając własny organizm! :)
Listki koki – podobnie jak winogrona albo ziemniaki – nie są narkotykiem (chociaż mogą służyć do wyrobu narkotyków).
I dlatego przywiozłam dla Was z Peru cukierki zrobione z koki. Będzie można je wygrać w siłowniach umysłowych.

Będzie można wygrać też cukierki zrobione z peruwiańskiej czarnej kukurydzy:

Zapraszam na wakacje z Sherlockiem Holmesem, za tydzień, w niedzielę 2 sierpnia :)