Jest tylko jeden taki dzien w roku w calym Imperium Inkow.

Inkowie byli dziecmi Boga Slonca, a ich najwyzszy wladca, czyli Inka we wlasnej osobie, byl ziemskim wcieleniem tego Boga.
Imperium nazywalo sie w jezyku keczua Tawantinsuyu, czyli Cztery Strony Swiata i rzeczywiscie bylo podzielone na cztery czesci.
W tym jednym szczegolnym dniu - ktory przypada zawsze 24 czerwca – cale imperium obchodzilo swieto na czesc Boga Slonca, czyli Inti Raymi.
Do stolicy przybywali wyslannicy z czterech czesci imperium i skladali wladcy relacje oraz dary.
I tak samo wlasnie odbylo sie to dzisiaj w Cuzco.

Najpierw przybiegli zolnierze inkascy, potem pojawili sie kaplani i muzycy grajacy na muszlach, piszczalkach i bebnach.
Kiedy przybyl wielki Inka, wszyscy padli twarzami na ziemie.
Inka wysluchal relacji z czterech stron swojego panstwa, przyjal dary, zapalil swiety ogien i polecil wyslannikom zaniesc go do kazdego najdalszego zakatka imperium.
Potem kaplan kazal przyprowadzic czarna lame. Miala byc najmlodsza, najpiekniejsza i najczarniejsza ze wszystkich inkaskich lam. Lama miala byc zlozona w ofierze Bogu Slonce. Inkowie rzadko skladali krwawe ofiary, robili to tylko w wyjatkowych okolicznosciach, ale swieto na czesc Slonca na pewno bylo specjalna okazja.
Kaplan chwycil za specjalny noz o polokraglym ostrzu, zwany tumi, i zlozyl lame w ofierze, rozcinajac jej cialo z lewej strony. Wyrwal z niej serce, zoladek i tchawice, bo z nich za chwile bedzie przepowiadal dalsze losy imperium.
W dawnych czasach Inkowie dopelniliby tej ceremonii doslownie, dzisiaj podczas inscenizacji lama nie zostala zabita :)
Grala muzyka, Inkowie przemawiali w jezyku keczua, byli ubrani w przepysznie kolorowe stroje, a w Cuzco czas nagle cofnal sie o ponad piecset lat…
Jutro pewnie znow bedzie rok 2009, ale na pewno za rok w dniu 24 czerwca znow w Cuzco czas sie cofnie i tym, ktorzy tu przybeda, dane bedzie tego doswiadczyc, zobaczyc, posluchac i zachwycic sie, tak jak ja dzisiaj :)
