Rozmawiałam z pewną panią, zmartwioną niedoskonałością swojego życia i samopoczucia. W pewnej chwili powiedziała, że nie można być jak tratwa, która unosi się z prądem.
- Dlaczego nie? - zapytałam. - Po co walczyć z prądem, jesli można go wykorzystać do swoich celów?
- Z jednego jestem dumna - odrzekła. - Przez całe zycie płynęłam pod prąd.
- Acha - powiedziałam bez przekonania.
- Dlatego tak często musiałam zmieniac pracę. Nigdy nie chciałam się zgodzić na łatwe rozwiązania. Zawsze wybierałam trudniejsza drogę i zawsze płynęłam pod prąd.
- Ale przecież - powiedziałam - najwazniejsze się to, DOKĄD się płynie, a nie to, czy walczy się z prądem.
- Słucham? - zapytała pani, wybita z rytmu swojego podprądowego myślenia.
- Najważniejsze jest to, żeby wiedzieć dokąd się płynie i w jakim celu - wyjaśniłam. - Czasem wtedy można skorzystac z nurtu, a czasem trzeba płynąć wbrew niemu, ale ponad wszystko trzeba znać swój cel, a dopiero potem decydowac czy płynie się z nurtem, czy nie.