onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Blondynka Tao - fragment 4

 Czwartek, 31 marz

  O dwunastej w południe staliśmy w konwoju na wąskim, dżunglowym trakcie. Po obu stronach znowu szalały paprocie, a z nieba lały się na nas strumienie zimnej wody. Padało bez przerwy od kilku dni. Po wieczornej ulewie deszcz zamienił się w równomierne opady, które szemrały wokół przez całą noc. Rano znowu się rozpędziły, z trudem zwinęliśmy obozowisko, pakując mokre kanadyjki w mokre pokrowce i umieszczając je na mokrym dachu pod mokrą płachtą plastikową. Potem znów na zmianę padało, lało, padało i lało, aż wreszcie deszcz zaczął walić tak wściekle, że Balkon powiedział:
- Morwa, nigdy w życiu za wuja nie widziałem, żeby deszcz tak zamigdalał.
Odpowiedziało mu milczenie.
- Zdechniemy tutaj.
Konik filozoficznie dmuchnął dymem z papierosa.
- I nikt nigdy nie odnajdzie mojego ciała - ciągnął z ponurym przekonaniem Balkon. - ...A nawet jeśli znajdzie - dodał po chwili zastanowienia - to mnie nie rozpozna, bo będę cały spuchnięty od wody. Obrzmiały i sinoczerwony.
Romek i Konik spojrzeli na niego z zainteresowaniem.
- Widziałem kiedyś topielca - potwierdził Balkon grobowym głosem. - Martwe ciało wciąga w siebie wilgoć, wszystkie tkanki napełniają się wodą i puchną, czasem nawet nie można rozpoznać, czy topielec był mężczyzną, czy kobietą.
Wszyscy zaczęli sobie nagle wyobrażać spuchniętych nieboszczyków. Konik zbladł, a Romek zacisnął palce na oparciu siedzenia.
- Nie jesteś z cukru, Balkon - odezwałam się, żeby odwrócić ich uwagę od katastroficznych wizji. -  Deszcz ci nie zaszkodzi.
- Jasne - odrzekł z cmentarną miną. - Do czasu. Człowiek nie jest w stanie długo wytrzymać w takich warunkach. Organizm odmówi posłuszeństwa. Ale wtedy będzie już za póŸno, bo stąd nie ma odwrotu.
- Balkon, daj spokój - roześmiałam się. - Nie dzieje się nic złego. Żyjesz, rozmawiasz, możesz chodzić...
- Ty to nazywasz życiem?! - zapytał z goryczą. - To jest morwa wegetacja w tej cholernej dżungli.
- To przygoda - powiedziałam. - Zrobisz fajne zdjęcia...
- Aparat nie wytrzyma tyle wilgoci w powietrzu. W każdej chwili może się zepsuć. I wtedy morwa...
Nagle urwał i wielkimi oczami spojrzał za maskę samochodu, gdzie stała jakaś postać w jaskrawo seledynowej kurtce z kapturem.

  Fragment książki Blondynka Tao, która ukaże się w kwietniu nakładem wydawnictwa NATIONAL GEOGRAPHIC.

Powrót